Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 628 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Matylda Woliniewska

środa, 06 marca 2013 22:30


 Matylda Woliniewska urodziła się w Biłgoraju 14 marca 1912 roku. Studiowała historię i problemy spółdzielczości na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Wolnej Wszechnicy Polskiej. Była harcerką oraz instruktorką Przysposobienia Wojskowego Kobiet. W Centralnej Organizacji Koła Gospodyń Wiejskich pełniła funkcję instruktorki.

W czasie okupacji pracowała w Ośrodku Zdrowia i Opieki Społecznej w Warszawie na Woli gdzie prowadziła poradnie dla dzieci i młodzieży. Była członkiem konspiracyjnej organizacji PPS WRN, łączniczką i kolporterką prasy podziemnej oraz  instruktorką wyszkolenia wojskowego (w stopniu porucznika AK). Aresztowana przez Gestapo 11 listopada 1942 roku trafiła na Pawiak. W dniu 17 stycznia 1943 roku została przewieziona do obozu koncentracyjnego na Majdanku (KL Lublin). Tam wspierała współwięźniarki organizując wzajemną pomoc oraz życie kulturalne na przekór zamierzeniom władz obozowych. Była inicjatorką powstania „Radia Majdanek”.

„Spiritus movens całej naszej pracy kulturalnej była Mata Woliniewska. Umiała ona tyle zręcznie ile taktownie wydobyć z nas wszystkie nasze talenty i umiejętności i nakłonić nas do udziału w występach. Każdej z nas wydawało się, że pomysł i wykonanie od niej samej pochodziły. Więc miałyśmy chór, którego niezrównaną dyrygentką była Helena Konca, a podporą Gera Formanowska, Kasia Frost, Kazia Pawłowska i Janka Cyran – lwowianka. Były wśród nas deklamatorki i poetki, spikerki radiowe i reżyserki. Filarem każdego koncertu była Malina Bielicka. Były też zawodowe aktorki, bo przecież nie było zawodu, który nie byłby reprezentowany w takiej losowo wybranej społeczności.”[ Wiesława Grzegorzewska-Nowosławska. Poczucie wspólnoty. [W:] My z Majdanka. Wspomnienia byłych więźniarek pod redakcją i w opracowaniu Krystyny Tarasiewicz. Lublin 1988, s.86.]

19 kwietnia 1944 roku Matylda Woliniewska została wraz z innymi więźniarkami przewieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, a stamtąd w lipcu do obozu przy fabryce Hasag w miejscowości Schőnefeld koło Lipska (podobóz KL Buchenwald). Także i tu inicjowała działania artystyczne, które więźniarki  nazywały „koncertami”.  Jednym z utworów tego okresu jest wiersz Marii Antoniewicz pt. „Bunkierkommando”. Została wyzwolona w maju 1945 roku.

Po wojnie mieszkała w Warszawie gdzie pracowała w organizacjach oświatowych. Była m. in. współorganizatorką Społecznego Komitetu do Walki z Gruźlicą. Od 1968 roku rozpoczęła działalność społeczną w Towarzystwie im. Marii Konopnickiej gdzie przez wiele lat była wiceprzewodniczącą Zarządu Głównego tego Towarzystwa.

     Odznaczona:

•             krzyżem AK,

•             Krzyżem Oficerskim,

•             Krzyżem Oświęcimskim,

•             Medalem Komisji Edukacji Narodowej,

oraz wyróżniona przez dzieci Orderem Uśmiechu i dyplomem „Przyjaciel Kalisza”.

         Matylda Woliniewska zmarła 30 grudnia 2008 r. w Warszawie. Została pochowana na warszawskich Powązkach

Poniżej tekst wiersza "Bunkierkommando" ze zbiorów Matyldy Woliniewskiej, udostępniony przez Danutę Brzosko-Mędryk.

Bunkierkommando

Bunkierkommando 2

Bunkierkommando 3

.

 


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (11) | dodaj komentarz

Byteń

środa, 27 lutego 2013 8:27

Foto © Tomasz Wiśniewski (www.szukamypolski.com)

Scenka uliczna w miasteczku. Fot. 1916 r. www.radzima.org

 

P.S. Drogi Ojcze! Żegnam się z Tobą przed śmiercią. Tak bardzo chciałybyśmy żyć, ale przepadło – nie pozwalają! Boję się tak tej śmierci dlatego, że małe dzieci wrzucają żywe do grobu. Żegnaj na zawsze. Całuję Ciebie mocno, mocno.             

   Twoja J.

List napisała Slata Wiszniatskaya przed egzekucją Żydów w Byteniu 31 lipca 1942 roku. Pisze ona do swojego męża o tym co dzieje się z Żydami w Byteniu i prosi aby ci, którzy przeżyją  pomścili swoich braci. Na dole kartki znajduje się dopisek – post scriptum napisany przez córkę Judytę do ojca.

 Oryginalny list pisany w języku polskim odnalazł żołnierz radziecki w okolicy masowych grobów. Niestety list ten zaginął. Odnaleziono jedynie jego tłumaczenie na język rosyjski, które przechowywane jest w Archiwum Yad Vashem.

Powyżej tłumaczenie transkryptu rosyjskiego.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Dr Hanna Narkiewicz - Jodko w swoim mieszkaniu, 2011 rok.

piątek, 22 lutego 2013 14:02

  Dr


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zmarła dr Hanna Narkiewicz - Jodko

piątek, 22 lutego 2013 13:58
Dr Hanna Marianna Narkiewicz-Jodko (1918-2013)
 
Dr Hanna Narkiewicz-Jodko urodziła się 03.06.1918 roku w Częstochowie. Po dziesięciu latach na świat przyszedł jej młodszy brat Wojciech. Rodzice dbali aby wychowywać dzieci w duchu patriotycznym przy czym przeciwni byli poglądom endeckim. W 2005 roku matka dr Hanny Narkiewicz-Jodko – Zofia z Wróblewskich Wiewiórowska została odznaczona pośmiertnie Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata przyznawanym za pomoc Żydom w trakcie II Wojny Światowej.
Hanna była członkiem Straży Przedniej (właśc. Organizacji Pracy Obywatelskiej Młodzieży "Straż Przednia"), która skupiała głównie młodzież gimnazjalną i licealną. Organizacja ta działała pod patronatem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Głównym celem statutowym Straży było wychowywanie młodzieży w duchu czynnej służbie Polsce. Po uzyskaniu matury podjęła studia lekarskie na Uniwersytecie w Poznaniu. W 1939 roku była absolwentką V roku wydziału lekarskiego.
W trakcie wojny obronnej 1939 roku pracowała w Szpitalu Maltańskim działającym w Pałacu Mniszchów przy ulicy Senatorskiej w Warszawie. W 1942 roku urodziła córkę Ewę. Jej mąż Tomasz Narkiewicz-Jodko działał w konspiracji.
Aresztowanie 11.11.1942.
Dr Narkiewicz-Jodko została aresztowana 11.11.1942 roku w wynajmowanym od rodziny Lenartowiczów mieszkaniu przy ulicy Żurawiej (było to poddasze na V piętrze, będące przed wojną pracownią malarską). W mieszkaniu Lenartowiczów, połączonym z poddaszem, przebywali wówczas i zostali także aresztowani: Zofia Prauss, Ewa Kryńska oraz pułkownik Alojzy Horak.
„Ratować dziecko – przemknęło mi przez głowę. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności moja ciotka, Janina Sebyłowa, zachowała bilet kolejowy, z którego wynikało, iż tego dnia przybyła z Częstochowy do Warszawy. To uratowało ją i moją 10-miesięczna córeczkę przed umieszczeniem na Pawiaku. ”
Szczęśliwie w trakcie rewizji nie odnaleziono ukrytej, przez jej męża, za oknem broni.
Pawiak.
„Na Pawiaku znalazłam się w części przeznaczonej dla kobiet zwanej Serbią. Za tymi ogromnymi murami jednego z najcięższych hitlerowskich więzień przyszła pomoc. Wspaniali ludzie więziennej konspiracji pomogli mi wydostać się z kwarantanny do celi matek. ”
W celi tej przebywała Cecylia Pasińska z urodzoną w więziennym szpitalu córeczką Basię. Pasińscy zostali aresztowani w związku z działalnością konspiracyjną w kwietniu 1942 roku. W październiku 1942 roku przyszło na świat ich dziecko. Niestety w wyniku wielomiesięcznego przetrzymywania w więzieniu matka utraciła pokarm. Karmienia piersią małej Basi podjęła się aresztowana w tym czasie dr Narkiewicz-Jodko, która została także jej matką chrzestną. Wywieziony w listopadzie 1942 roku do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu ojciec Mieczysław Pasiński, nigdy nie zobaczył swojej córki. Matka i dziecko zostali zwolnieni z Pawiaka 1 kwietnia 1943 roku.
Transport do KL Lublin 17.01.1943.
„Opuszczałam Pawiak nie wiedząc, gdzie i dokąd zostanę przetransportowana. (…) Nasz transport składał się z dużego pociągu towarowego. Wagony zapchane po brzegi. Kilka osób próbowało ucieczki. Próby nie dawały wielkich szans, wachmani gęsto siali ogniem za uciekającymi. Podróż ciągnęła się w nieskończoność, cały dzień, całą noc, i znów dzień i potem wieczór. Na Majdanek przywieziono nas po północy, w bardzo mroźną księżycowa noc. Krzyki i bicie towarzyszyło wyładowywaniu nas z wagonów. Załoga obozu, przy pomocy psów i pejczy, ustawiała nas w kolumny i pędziła w drogę z rampy kolejowej do obozu. Było nas kobiet, łącznie z tymi z łapanki, wiele, na pewno około 1,5 tysiąca; nas więźniarek z Pawiaka – 311. Już po pierwszej nocy my, więźniarki z Pawiaka, starałyśmy się stworzyć odrębna grupę, wybrałyśmy spośród siebie komendantkę. Opanować się, uspokoić to wzburzenie i zdenerwowanie, wytworzyć jakiś moralny spokój wewnętrzny, cos co pomogłoby przetrwać .”
Na Majdanku 18.01.1943 – 17.05.1943
Na kilka dni przed przybyciem więźniarek z Pawiaka, do obozu na Majdanku dotarł tzw. transport lubelski. Pomiędzy licznymi kobietami znalazła się zaledwie jedna lekarka – doktor Stefania Perzanowska, która natychmiast zauważyła konieczność izolacji chorych zakaźnie. Pierwsze przypadki tyfusu wśród kobiet pojawiły się już w kilka dni po przybyciu do obozu. Na decyzję lekarzy SS o utworzeniu baraku szpitalnego wpłynęła jednakże nie chęć pomocy chorym, a jedynie obawa o własne zdrowie.
„Wraz z dr Perzanowską i kilkoma pielęgniarkami z naszej pawiackiej grupy stworzyłyśmy coś w rodzaju obozowego szpitala, o którego niejako formalny status walczyła skutecznie nasza doktor. Po kilku tygodniach miałyśmy barak, który stał się zalążkiem szpitala. Można było tam położyć chore podejrzane o tyfus oraz grupować ludzi, którzy chcieli nieść pomoc innym. Ukrywano w nim osoby wymagające pomocy lub chwilowej osłony. Doktor Perzanowska prowadziła to, co dzisiaj nazwalibyśmy interną, kardiologia itd. Ja, jako jedyna mająca po tej lekarce pewne podstawowe wiadomości medyczne z zakresu chirurgii. Oczywiście pracowałam wraz z innymi koleżankami-więźniarkami w drużynie sanitarnej, która między innymi przebywała w obozowym kąpielisku w czasie kolejnych transportów nowych więźniów do obozu. Stwarzało to możliwość ustalenia ilu przybywało więźniów, skąd pochodzą oraz niesienia tym zmaltretowanym ludziom pomocy, tudzież udzielania im informacji, gdzie się znajdują i jak należy się zachowywać, aby ratować swe życie.”
Kiedy zapytałam dr Narkiewicz-Jodko jak wyglądało leczenie w obozowym rewirze odpowiedziała mi krótko:
„Leczenie? Zawracanie głowy. Fikcja!”
Lekarzy i sanitariuszy SS oceniała bardzo surowo, pomimo, że przypuszczała, iż niektórzy z nich mogli przyczynić do jej zwolnienia z obozu. W trakcie powojennego procesu w Düsseldorfie zeznawała w ich sprawie. W udzielonym wywiadzie mówiła: „Uważam, że każdy kto ma cokolwiek do powiedzenia w sprawie ustalania winy i granic odpowiedzialności za zbrodnie, które zrodził hitleryzm, powinien zabrać głos. Proces w Düsseldorfie ma dwa aspekty. Indywidualnej odpowiedzialności poszczególnych osób postawionych w stan oskarżenia i związany z tym obowiązek udowodnienie tym osobom winy dopuszczenia się zarzucanych im czynów. Drugi aspekt wykracza daleko poza sprawę konkretnego oskarżonego, dotyczy ochrony pewnych zdobyczy cywilizacji, które deptał faszyzm, poprzez ludzi podobnych do oskarżonych. ”
Dr Narkiewicz-Jodko widziała na własne oczy jak sanitariusz SS Rottenführer Günther Konietzny rozstrzelał dziesięć wybranych przez siebie w obozowej łaźni osób, przybyłych w transporcie terenów wschodnich (Lwowa, Witebska,Smoleńska), pośród których znajdowały się kobiety z dziećmi a także ciężarne. Twierdził przy tym, iż muszą ponieść karę za śmierć poległych dwóch braci Konietznego walczących na froncie wschodnim. Pośród rozstrzelanych osób był niespełna czternastoletni chłopiec, wychudzony i zabiedzony, patrzący na swojego oprawce szeroko otwartymi niebieskimi oczami. Pomimo tłumaczenia i próśb więźniarek będących świadkiem zdarzenia, min. dr Narkiewicz-Jodko, esesman zabił także i to dziecko. Z uwagi na zły stan zdrowia oskarżony Günther Konietzny został wyłączony z postępowania.
Drugi spośród zasiadających na ławie oskarżonych sanitariusz SS Wilhelm Reinarzt zwany przez więźniarki „Zębatym” uniknął kary podczas postępowania sądowego w Lublinie w 1945 roku, a postępowanie toczące się wobec niego w Düsseldorfie zostało wstrzymane z powodu choroby. W trakcie składania zeznań przez świadków zwykł chichotać histerycznym śmiechem. W obozie lubił wypić alkohol, a w sprawach seksualnych nie wykazywał skrępowania do tego stopnia, że współżył z nadzorczyniami na stertach odzieży więźniarskiej na oczach więźniarek. Brał udział oraz samodzielnie wykonywał selekcje, ale w stosunku do więźniów starał się być przychylny. Prawdopodobnie miało to związek z przemycaniem poza obóz złota zagrabionego z żydowskich transportów. Więźniowie-mężczyźni zwyczajnie kupowali sobie jego życzliwość.
Jej zeznania trakcie procesu w Düsseldorfie były szczególnie ważne dla sądu ponieważ będąc lekarzem kolumny sanitarnej była naocznym świadkiem odbywających się selekcji. Zeznawała: „Potem zaczęły się transporty Żydów, mężczyźni, kobiety, starcy, dzieci. Osoby te z rampy kolejowej były ustawiane na otwartej przestrzeni pomiędzy polami. Nie wolno im było ani usiąść, ani się położyć, bo wówczas „postowie” od razu strzelali z wież, co sama widziałam. Ludzie ci stali tak całymi dniami, czekając na swoja kolejkę do selekcji. Ja byłam przy tych selekcjach, gdzie selekcjonowano kobiety w różnym wieku oraz dzieci obojga płci. Dotyczyło to tylko Żydów. Selekcje te odbywały się w baraku tzw. kąpieliska, które mieściło się z boku pola obozowego, gdzieś tak na poziomie drugiego pola. Barak ten składał się z trzech części: pierwsza z nich było to pomieszczenie do zdejmowania ubrań i bielizny przez więźniów aż do naga, potem więźniowie przechodzili do następnej sali, gdzie po prawej stronie znajdowały się prysznice, a w trzeciej otrzymywano obozowe ubrania, wzgl. z dezynfekcji odwszone ubrania. Sama selekcja odbywała się w pomieszczeniu środkowym, gdzie były wmontowane w suficie prysznice. ”
Zwolnienie z obozu.
Dr Narkiewicz-Jodko została w wyniku usilnych starań rodziny zwolniona z obozu. Na wolności czekała na nią maleńka córeczka, a podczas aresztowania szczęśliwie nie znaleziono ukrytej broni. Istniały zatem pewne szanse na jej zwolnienie. Na wszelki wypadek najbliższe koleżanki podały jej swoje domowe adresy. Rankiem 17 maja 1943 roku, jeszcze przed apelem, komendantka wyczytała jej nazwisko i powiedziała, ze ma iść za nią do kancelarii, ponieważ jest zwolniona. Po odebraniu swoich „cywilnych” rzeczy z magazynu, ubrana tak jak w dniu aresztowania, wyszła poza bramę obozu.
Dr Stefania Perzanowska wspominała, że wszystkie więźniarki z uwolnienia Dr Narkiewicz-Jodko bardzo się cieszyły. Opisywała ten moment następująco: ”Wychodząc obróciła się do nas, pomachała ręką, a gdy była już za drutami jeszcze raz serdecznie nas pozdrowiła. Odprowadzałam ją wzrokiem i uderzyło mnie to, że tam, już za drutami idzie jakoś zupełnie inaczej jak dotychczas i inaczej niż my tu wszystkie. Szła z uniesioną głową, a chód jej był lekki i sprężysty. Przemknęło mi wtedy przez myśl – to aż tak potrafi w jednej chwili odmienić człowieka świadomość wolności? ”
Po zwolnieniu z obozu zamieszkała wraz z córka Ewą w majątku Kożuszki, a od sierpnia 1944 roku w wynajętym pokoju w Sochaczewie. Pobyt w obozie nie zaważył na jej powrocie do pracy w konspiracji. Nawet po urodzeniu syna Macieja w lutym 1945 roku, dr Narkiewicz-Jodko prowadziła punkt sanitarny dla oddziałów partyzanckich. Po zakończeniu wojny ukończyła studia, odbierając dyplom lekarski. Podjęła pracę w Szpitalu im. Józefa Strusia w Poznaniu. W 1953 roku, po uzyskaniu II stopnia specjalizacji z chirurgii przeprowadziła się do Warszawy.
Pracowała początkowo jako chirurg w Centralnym Szpitalu Klinicznym na ulicy Komarowa, a później w Klinice Ortopedii profesora Adama Grucy. Tam prowadziła Poradnię Rehabilitacji przy szpitalu im. Dzieciątka Jezus na ul. Lindleya. Aktywnie działała w Klubie Byłych Więźniów Pawiaka a później także w Światowym Związku Żołnierzy AK w Warszawie, gdzie prowadziła sekcję historyczną.
Zeznawała w toczącym się w Düsseldorfie procesie załogi Majdanka. Dr Hanna Narkiewicz-Jodko była pierwszą kobietą z Polski zeznająca w Düsseldorfie. Na proces odbywający się w Republice Federalnej Niemiec wyjechała 24 kwietnia 1977 roku aby raz jeszcze stanąć twarzą w twarz ze swoimi oprawcami. Pośród oskarżonych były nadzorczynie pełniące obowiązki w obozie kobiecym min:
Hermine Braunsteiner nazywana przez więźniarki „Kobyłą” oraz Hildegarda Lächert "Krwawą Brygidą" Niektóre z nich podczas procesu robiły na drutach jakieś wdzianka, rozmawiały i odwracały tyłem do zeznających.
Hermine Braunsteiner usiłowała zastraszyć jedną z zeznających świadków. Wyrokiem sądu w Düsseldorfie została skazana na karę dożywotniego więzienia.
„Chociaż postawione w stan oskarżenia, są wolne od tamtego koszmaru, podczas gdy my – byli więźniowie –a więc ofiary i oskarżyciele tkwimy w nim mimo formalnej wolności, jaka sprezentował nam los. ”
Z Düsseldorfu dr Narkiewicz-Jodko wyjechała bezzwłocznie po zakończeniu składania zeznań. Jak mówiła „świadomość, iż na każdym kroku ma ocierać się o oskarżonych napawała ją obrzydzeniem i lękiem.” Jedyne dobre wspomnienia, jakie zachowała o obozie na Majdanku to odwaga i solidarność pomiędzy więźniarkami.
Stworzenie przez więźniarki własnego samorządu, opartego o zasady wzajemnej pomocy, odróżniało obóz kobiecy na Majdanku od innych obozów koncentracyjnych i znalazło jedynie swoje podobieństwo pośród więźniarek w Ravensbrück, które utworzyły wewnętrzną organizację „Mury”.
Wiele z nich rekrutowało się bowiem, podobnie jak na Majdanku, spośród więźniarek Pawiaka, a wcześniej harcerek Szarych Szeregów i innych organizacji kształtujących postawy moralne i patriotyczne. 
 
Zmarła 08.02.2013 w Warszawie.
 
 

Podziel się
oceń
3
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

69 Rocznica Powstania w Sobiborze

środa, 17 października 2012 13:19

Archiwalna audycja Polskiego Radia na temat Sobiboru:

 

http://www2.polskieradio.pl/wojna/posluchaj.aspx?sid=5#start

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zofia Garlicka Wykład w 70. rocznicę śmierci.

piątek, 05 października 2012 7:57

Zaproszenie

 

 

W imieniu swoim oraz Stowarzyszenia Twórców Muzeum Zamku i Szpitala Wojskowego na Ujazdowie

mam zaszczyt zaprosić

na uroczyste obchody siedemdziesiątej rocznicy śmierci

Doktor Zofii Garlickiej,

które odbędą się 19 listopada 2012 roku o godzinie 11.00

w Sali Kinowej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie.

 

Dr n. med. Maria Ciesielska

 

 

Organizator:   Stowarzyszenie Twórców Muzeum

Zamku i Szpitala Wojskowego na Ujazdowie

Zamek Ujazdowski ul. Jazdów 2, Warszawa

Email: biuro@szpitalujazdowski.pl

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

BLOK 10. ZAPROSZENIE DO PIEKŁA

środa, 26 września 2012 11:52


BLOK 10
Blok 10 jest dwupiętrowym budynkiem znajdującym się w sąsiedztwie
bloku 11, tzw. „Bloku Śmierci” i połączonym z nim wspólnym podwórzem, na
terenie którego znajdowała się „ściana śmierci”[1].  Pod koniec 1942 roku blok
10 został opróżniony z więźniów i poddany częściowej przebudowie[2]. Na
parterze bloku urządzono laboratorium serologiczne  dla celów badawczych lekarza SS dr Bruno
Webera oraz laboratorium histopatologiczne (wyposażone w mikroskop, suszarkę i
mikrotom pochodzące z grabieży mienia polskich ośrodków uniwersyteckich min.
Uniwersytetu Jagiellońskiego).  Uruchomiono także małe laboratorium analiz klinicznych krwi, moczu i kału na pierwszym piętrze. Pracę w laboratoriach rozpoczęto 8 kwietnia 1943 roku. W tym okresie trwały jeszcze na parterze bloku prace remontowe nad przystosowaniem i
wyposażeniem sali do badań ginekologicznych wyposażonej w aparat rentgenowski.
Prócz pomieszczeń przeznaczonych dla celów „badawczych” znajdowały się  tam: toalety, apteka, pokój lekarzy i pokój pielęgniarek. Pierwsze piętro zajęły w drugiej połowie kwietnia więźniarki żydowskie przeznaczone „do celów doświadczalnych”  min. dla potrzeb tak zwanej stacji eksperymentalnej profesora Clauberga ( o doświadczeniach tych pisałam już
wcześniej).
Plan bloku 10 (parter) znajduje się w  Zeszytach Oświęcimskich (Hefte von Auschwitz nr 2 str 68)


Poniższe zdjęcia wykonałam w sierpniu tego roku.

Blok 10 stan obecny. Wejście główne. W trakcie gdy blok pełnił funkcję bloku eksperymentalnego, używano wejścia bocznego, od strony bloku 9.
 Wejście od strony bloku 9.


Wejście - klatka schodowa.
Korytarz na parterze.

Umywalnie
 Toalety
 Jedna z dwóch sal na I piętrze (sala  więźniarek przeznaczonych do celów eksperymentalnych). Zwraca uwagę, że okna wychodzące na Ścianę Śmierci sa zasłonięte.


 


[1] Okna
bloku 10 wychodzące na te stronę były zamknięte i zabite deskami tak aby
więźniarki przebywające w salach od strony podwórza nie mogły obserwować
egzekucji.






[2]
Mieczysław Kieta „Instytut Higieny SS i Policji w Oświęcimiu” Przegląd Lekarski
Oświęcim, 1980, nr 1, s.172









Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dr Zofia Garlicka

poniedziałek, 20 sierpnia 2012 21:17

Dr Zofia Garlicka (19.04.1874 – 13 (lub 18).11.1942)

    Dr Zofia Garlicka, lekarz ginekolog z Warszawy, została aresztowana wraz z córką Zofią Jankowską (żoną Stanisława Jankowskiego „Agatona”), w swoim mieszkaniu w Warszawie, przy ulicy Topolowej 8 w dniu 11 sierpnia 1942 roku. W tym samym mieszkaniu dr Garlicka ukrywała swoją przyjaciółkę, zbiegłą z getta dr Natalię Zandową, którą gestapo rozstrzelało prawdopodobnie następnego dnia po aresztowaniu oraz trzech zbiegłych z Oflagu w Forcie VII angielskich jeńców wojennych..  Do dziś nie wiadomo, co naprowadziło Niemców na mieszkanie przy Topolowej.

   W oddziale kobiecym więzienia na Pawiaku, tzw. Serbii, dr Garlicka przebywała do 13 października 1942 r. Wraz z innymi więźniarkami, w tym swoją córką Zofią, trafiła do obozu oświęcimskiego w dniu 14 października 1942 roku. Zachowało się obozowe zdjęcie dr Garlickiej, zrobione zaraz po przyjęciu w stan więźniów i przydzieleniu numeru obozowego 22521.

   W tym czasie oddział kobiecy znajdował się już od dwóch miesięcy w obrębie nowopowstałego obozu w Birkenau, na odcinku B I. Kobiety przebywały tam w tragicznych warunkach, pozbawione dostępu do wody oraz latryn. Tragiczne warunki sanitarne, ciężka praca oraz ciągły głód sprawiały, że niemalże od początku istnienia obozu wybuchały w nim kolejne epidemie tyfusu. Szpital więźniarski, który mieścił się w kilku drewnianych barakach, pełnił rolę „przedsionka do krematorium” bowiem jedynymi pracującymi w nim „pielęgniarkami” były kryminalne więźniarki niemieckie, którym los chorych był całkowicie obojętny. Co więcej, czerpały one korzyść z pracy w szpitalu, zjadając porcje ciężko chorych więźniarek. Dopiero jesienią 1942 roku do pracy w szpitalu dopuszczono więźniów – mężczyzn, którzy próbowali nieco poprawić los chorych. W tym czasie kobietom z wykształceniem medycznym nie wolno było pracować w szpitalu obozowym. Wszelka pomoc była surowo karana.

   Dr Garlicka wraz z córką pracowała w kartoflarni. Komanda pracujące „pod dachem” były w stosunkowo lepszej sytuacji. Podczas jesiennej słoty, więźniarki mokły „jedynie” w czasie porannych i wieczornych apeli. Jedna z więźniarek, która pracowała wówczas z dr Garlicką, pisała po wojnie: 

„Ktoś przybiega do kartoflarni. Nerwowe rozmowy prowadzone są szeptem i nagle duża kobieta przewiązana szmatą zamiast fartucha, z palcami zgrabiałymi, oblepionymi brudem wstaje. Nie potrafi chodzić w drewniakach uciekających z nóg, ruchy staja się pokraczne, plecy zgarbione bardziej niż zwykle. Podąża za wzywającą ja kobietą (…) W pustym baraku wszystko się wyjaśnia. Pomiędzy pryczami, skulona w ataku bólu, wije się młoda dziewczyna. (…) Szybko, sprawnie bada chorą, każda sekunda jest cenna, czynność następuje błyskawicznie po   czynności, wieloletnie doświadczenie kieruje dłonią i myślą dr Zofii Garlickiej. Oto znowu na krótki czas odzyskała prawo do swej dawnej pracy i wiedzy, stała się sobą, jest potrzebna chorej.(…) Spokojnie, rzeczowo, do końca daje zdenerwowanej blokowej wskazówki, powtarza jeszcze raz i tłumaczy dokładnie.[1]

W kilka dni później załogę kartoflarni zdziesiątkowała wysoka gorączka. Dr Garlicka zdecydowała się przenieść wraz z gorączkującą córką na blok rewirowy. Chorowała już wcześniej na dur plamisty i nie obawiała się zarażenia. Pielęgnowała chorujące na tyfus więźniarki dniem i nocą. Kiedy sama zaczęła gorączkować była pewna, że ma grypę. W tym samym czasie kryzys durowy przechodziła Seweryna Szmaglewska, która w swoich powojennych wspomnieniach pisała:

„Tam oto, wciśnięta w ciasne łóżko chorej przeżywającej kryzys tyfusu, leży doktor Garlicka.(...) Nie odgaduje, że za trzy tygodnie wyniosą ją z baraku na noszach razem z innymi zmarłymi. Umrze na tyfus powrotny.[2]

Dr Zofia Garlicka zmarła prawdopodobnie w dniu 13.11.1942 r. w Birkenau w kilka dni po śmierci swojej córki Zofii. W oficjalnym zawiadomieniu figuruje data 18.11.1942.

 

Bibliografia

  1.  Stanisław Jankowski: Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie: Wspomnienia 1939 – 1946. Tom I. Warszawa: 1980. S. 16–17. ISBN 83-06-00140-0.
  2. Teodora Męczkowska, Jadwiga Putowska i Adam Wrzosek: Garlicka Zofia [w:] Polski Słownik Biograficzny. Tom VII.

 



[1] Seweryna Szmaglewska „Sylwetki lekarzy więźniów Oświęcimia” w „Okupacja i medycyna.-Wybór artykułów z Przeglądu lekarskiego – Oświęcim” z lat 1961-1973.” Warszawa,1975, s.207-208

[2] Seweryna Szmaglewska „Dymy nad Birkenau”, Kraków, 1946, s. 42.  

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Szpital Św. Ducha we Fromborku

niedziela, 29 lipca 2012 10:45

Zainteresowanych historią szpitala zapraszam na strony internetowe

http://www.frombork.art.pl/Pol07.htm

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Edward Jenner (from http://www.bbc.co.uk/history/historic_figures/jenner_edward.shtml)

środa, 06 czerwca 2012 7:30

   Edward Jenner was born in Berkeley, Gloucestershire on 18 May 1749, the son of the local vicar. At the age of 14, he was apprenticed to a local surgeon and then trained in London. In 1772, he returned to Berkeley and spent most the rest of his career as a doctor in his native town.

In 1796, he carried out his now famous experiment on eight-year-old James Phipps. Jenner inserted pus taken from a cowpox pustule and inserted it into an incision on the boy's arm. He was testing his theory, drawn from the folklore of the countryside, that milkmaids who suffered the mild disease of cowpox never contracted smallpox, one of the greatest killers of the period, particularly among children. Jenner subsequently proved that having been inoculated with cowpox Phipps was immune to smallpox. He submitted a paper to the Royal Society in 1797 describing his experiment, but was told that his ideas were too revolutionary and that he needed more proof. Undaunted, Jenner experimented on several other children, including his own 11-month-old son. In 1798, the results were finally published and Jenner coined the word vaccine from the Latin 'vacca' for cow.

Jenner was widely ridiculed. Critics, especially the clergy, claimed it was repulsive and ungodly to inocculate someone with material from a diseased animal. A satirical cartoon of 1802 showed people who had been vaccinated sprouting cow's heads. But the obvious advantages of vaccination and the protection it provided won out, and vaccination soon became widespread. Jenner became famous and now spent much of his time researching and advising on developments in his vaccine. Jenner carried out research in a number of other areas of medicine and was also keen on fossil collecting and horticulture. He died on 26 January 1823.

(from http://www.bbc.co.uk/history/historic_figures/jenner_edward.shtml)


Podziel się
oceń
1
6

komentarze (2) | dodaj komentarz

Edward Jenner Statue in Kensington Gardens

środa, 06 czerwca 2012 7:24

<p><a onclick="return showImg2(this,'http://pu.i.wp.pl/k,MTA5NjU0NDQsODg4MjYz,f,Edward_Jenner_Statue_lY_big.jpg');" href="#"><img src="http://pu.i.wp.pl/k,MTA5NjU0NDQsODg4MjYz,f,Edward_Jenner_Statue_lY_big.jpg" border="0" alt=" " /></a></p>


Podziel się
oceń
1
0
Tagi: jenner

komentarze (6) | dodaj komentarz

Podziękowanie

poniedziałek, 14 maja 2012 16:53

Bardzo dziękuję panu Józefowi Lorskiemu za wyczerpujące sprostowania związane z biogramem  jego matki dr Doroty Lorskiej oraz za mozliwość publikacji zdjęć.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dr Alina Brewda

piątek, 11 maja 2012 18:37

Dr Alina Brewda

  Alina Brewda urodziła się 13 czerwca 1905 roku w Warszawie, w rodzinie żydowskiej. Rodzice prowadzili prywatną praktykę dentystyczną w swoim domu przy ulicy Miodowej 11. Po złożeniu egzaminu maturalnego w 1923 roku, Rozpoczęła naukę na wydziale lekarskim Odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego. Po otrzymaniu dyplomu lekarza w 1930 roku, pracowała początkowo w Szpitalu Wolskim. Wkrótce jednak wyjechała do Francji aby kontynuować szkolenie w Paryżu pod kierunkiem profesora Marcela Metzgera (L’Hopital Bretenneau) oraz profesora Jean Louis Faure (Broca Hospital). Do Polski powróciła w grudniu 1932 roku. Pracowała w Szpitalu Położniczym doktora Endelmana oraz w Szpitalu Żydowskim jako asystent na oddziale ginekologii. Prowadziła własną praktykę lekarską ginekologiczno - położniczą. Jesienią 1940 roku, po utworzeniu getta w Warszawie, dr Brewda wraz z matką i bratem przeniosła się do mieszkania przy ulicy Elektoralnej gdzie kontynuowała przyjmowanie chorych w jednym z dwu wynajmowanych pokoi. Wiosną 1942 roku matka dr Brewdy zmarła w getcie. Wkrótce zginął także jej brat Aleksander, prawdopodobnie został wywieziony do obozu zagłady w Treblince. Jesienią 1942 roku dr Brewda została zmuszona do opuszczenia dotychczasowego mieszkania. Od tego czasu ukrywała się kolejno w mieszkaniu dr Endelmana oraz dr Marii Markow. Po upadku powstania w getcie warszawskim została włączona do transportu do obozu koncentracyjnego na Majdanku (KL Lublin). Dotarła tam prawdopodobnie 27 kwietnia 1943 roku. W obozie pracowała w rewirze szpitalnym dla kobiet żydowskich. Została wybrana do pracy przez lekarza SS dr Rindfleischa z uwagi na umiejętności chirurgiczne. W trakcie pobytu na Majdanku współpracowała z dr Stefanią Perzanowską, prowadzącą rewir dla więźniarek aryjskich. Na polecenie SS-Standartenführera dr Lollinga, szefa Urzędu D III w SS – WVHA, została w dniu 21.09.1943 roku przeniesiona do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Doktor Stefania Perzanowska wspominała po wojnie, że „odwoziła ją sama komendantka Ehrich, bo miała ponoć takie zlecenie”. Po przybyciu do obozu oświęcimskiego została oznaczona numerem 62761 i skierowana na odcinek BIa w Birkenau, gdzie przebywała do końca września. Przeniesiona do bloku 10 w obozie macierzystym, została wkrótce mianowana lekarzem naczelnym tego bloku z prawami blokowej. Kobiety poddawane eksperymentom medycznym na bloku 10, wspominały po wojnie, że dr Brewda okazywała im w „tych dniach matczyne wsparcie”[1].

   Poza organizowaniem opieki medycznej dla kobiet więzionych w bloku 10, działała także w obozowym ruchu oporu. Kiedy wybuchła kolejna epidemia tyfusu i obóz w Birkenau został całkowicie odseparowany od obozu macierzystego, zorganizowała kurs szkoleniowy dla pielęgniarek z Birkenau[2]. Była to jedyna możliwość utrzymania kontaktu organizacji podziemnych w obu obozach.

   Pod koniec lipca 1944 roku została z wyrokiem śmierci wtrącona do bunkra w bloku 11. Po siedemnastu dniach oczekiwania na egzekucję (miała zostać powieszona), bez żadnych wyjaśnień, została wypuszczona i skierowana na krótko do baraku dla kobiet znajdującego się w tzw. przedłużeniu obozu, a wkrótce potem na odcinek BIb w Birkenau. Jednakże ciężka praca w kamieniołomie wywołała niewydolność krążenia (kilka miesięcy wcześniej przeszła zawał serca) z powodu której dr Brewda trafiła do „obozowego szpitala”. Tam zaopiekowała się nią dr Perzanowska. Po dziesięciu dniach dr Mengele rozkazał jej opuścić „szpital”. Dzięki pomocy jednej z pielęgniarek uczestniczących w prowadzonym przez nią kursie, trafiła do komanda pracującego w szwalni. Na polecenie dr Wirthsa została w grudniu 1944 roku przeniesiona ponownie do obozu macierzystego w Oświęcimiu. Została ewakuowana w dniu 18.01.1945 roku, przez Pszczynę i Wadowice, Hamburg, Berlin do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, skąd część przewieziono ją po tygodniu do obozu w Neustadt – Gleve. Tam dr Brewda zachorowała na tyfus plamisty. Dzięki troskliwej opiece dr Dory Klein ( Doroty Lorskiej) i dr Aliny Przerwy – Tetmajer doczekała wyzwolenia w maju 1945 roku[3].

   Po oswobodzeniu powróciła do Warszawy, gdzie dzięki pomocy przyjaciół zamieszkała i rozpoczęła pracę jako lekarz ginekolog. Niestety  stan zdrowia uniemożliwił jej kontynuowanie praktyki lekarskiej. Po przeszło rocznym pobycie w szpitalach i sanatoriach zdecydowała się odszukać swego wuja mieszkającego w Anglii. Emigrowała z Polski w lutym 1947 roku. W Anglii dr Brewda wyszła za mąż, za polskiego prawnika Szymona Białostockiego oraz prowadziła własną praktykę ginekologiczno – położniczą swoim domu, w północnej dzielnicy Londynu.



[1] Hermann Langbein „People In Auschwitz” The University of North Carolina Press, 2004, s.231

[2] Kurs ten rozpoczął się 17.01.1944 roku

[3] Obóz koncentracyjny w Neustadt – Glewe został opuszczony przez załogę SS w dniu 2.05.1945 roku.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Dr Dorota Lorska

piątek, 11 maja 2012 18:29

 Dr Dorota Lorska (właściwie Dora, w obozie jako Sława Klein)

 

  Dorota Lorska urodziła się 03.11.1913 roku w Kielcach. Jej ojciec Józef Goldszajder był rzemieślnikiem i działał aktywnie w organizacjach grupujących żydowskich rzemieślników w Kielcach.

 Gimnazjum ukończyła w 1930 roku i pomimo trudności finansowych wyjechała do Pragi, gdzie ukończyła wydział lekarski na Uniwersytecie Karola (1930-1937) oraz wyszła fikcyjnie za mąż aby zmienić obywatelstwo i móc wyjechac do Hiszpani ze szpitalem polowym im. Jana Amosa Komeńskiego. Jako Dora Klein wyjechała do Hiszpanii by wziąć udział w Hiszpańskiej Wojnie Domowej. Była lekarzem Brygad Międzynarodowych.W Benicassim, gdzie poznała swojego przyszłego męża  dr Andrzeja Lorskiego.

/Dr Lorska prawdopodobnie w szpitalu w Benicassim/

 

Tam też wstąpiła do Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Prócz pracy  zawodowej organizowała kursy dla analfabetów oraz opiekowała się dziećmi z domu dziecka. Przez pacjentów nazywana była: „la Dobra”[1]. Po ewakuacji szpitala do Mataro w Katalonii i dalej do Vicu zgłosiła się do pracy w oddziale zakaźnym. Organizowała żywność dla chorych i opiekowała się rannymi.  Z Hiszpanii wyjechała do Francji, gdzie organizowała pomoc dla przebywających w obozach emigrantów. Od 1939 roku pracowała w szpitalu miejskim w Eaubonne koło Paryża. Za działalność w ruchu oporu i przynależność do Wolnych Strzelców i Partyzantów Francuskich (Francs-Tireurs et Partisans Francais) została aresztowana przez gestapo w lipcu 1943 roku (wtedy podała, że nazywa sie Dobrosława stąd późniejsze imię Sława). Z obozu przejsciowegow Drancy przybyła do KL Auschwitz-Birkenau transportem w dniu 02.08.1943 r. Z tysiąca osób wybrano 218 mężczyzn i 55 kobiet, pozostali zostali uśmierceni w komorze gazowej. Wybrane przez lekarza garnizonowego dr Wirthsa kobiety skierowano do bloku nr 10 w obozie macierzystym. Dr Lorska (w obozie jako Sława Klein vel Kleinova) została oznaczona numerem 52325. Z uwagi na swoje kwalifikacje medyczne, została wybrana spośród przeznaczonych na cele eksperymentalne kobiet i skierowana do pracy w Instytucie Higieny SS[2]. Poza codzienną pracą, pomagała opiekować się więźniarkami doświadczalnymi na bloku 10, szczególnie grupą szesnastu francuskich komunistek z francuskiego Resistance. Wkrótce po przyjeździe nawiązała kontakt z obozowym ruchem oporu poprzez znajomość z Rudim Göblem, komunistą poznanym w Hiszpanii. Jej zadaniem było sporządzanie meldunków na temat eksperymentów prowadzonych na bloku 10 oraz w Rajsku. Jeszcze w czasie trwania wojny wysłano poza obóz i opublikowano w polskiej prasie podziemnej specjalny raport na ten temat tzw. „Raport Sławy Klein”.

 W związku ze zbliżaniem się linii frontu więźniarki zostały ewakuowane w dniu 18.01.1945 r. przez Pszczynę i Wadowice pieszo, a potem otwartymi wagonami do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. W trakcie podróży dr Lorska ciężko chorowała z powodu róży. Po siedmiu dniach pobytu w Ravensbrück została przeniesiona do obozu w Neustadt – Gleve gdzie pracowała w rewirze szpitalnym aż do wyzwolenia przez oddziały angielskie w dniu 08.05.1945 r.

/Dr Lorska z kolezankami z obozu./

 

Po wyzwoleniu obozu pozostała w nim tworząc szpital dla ocalałych więźniarek, w szczególności zajmując się czeskimi więźniarkami, którym pomogła powrócić do Pragi. Jako lekarz Czeskiej Komisji Repatriacyjnej została skierowana przez władze Czechosłowacji  ponownie do Francji, gdzie zajmowała się odnajdywaniem czeskich dzieci i organizowaniem dla nich powrotu do Czechosłowacji. W 1947 roku powróciła do Pragi gdzie rozpoczęła pracę jako kierownik przychodni w Zakładach Metalurgicznych CKD-„Sokolovo”.

W tym czasie urodziła syna Józefa (1949 r.). Wiosną 1951 roku miała powrócić do Polski (jej przyszły mąż, dr Andrzej Lorski, lekarz Ambasady Polskiej w Pradze, powrócił do kraju z końcem 1950 roku). W lutym 1951 roku została aresztowana i niesłusznie posądzona o szpiegostwo. Nie przyznawała się do winy i nie chciała nikogo obciążać w przygotowanych procesach. Więzienie opuściła warunkowo w grudniu 1954 roku, z przydziałem do pracy w fabryce SPOFA w charakterze pakowaczki. 14 października 1955 roku sąd odmówił wznowienia postępowania w jej sprawie i wkrótce odstąpił od "reszty kary" i zadecydował o przywróceniu praw obywatelskich.

Oczekując na zgodę na wyjazd do Polski  pracowała w Szpitalu Miejskim w Pradze.

  Po powrocie do Polski w 1956 roku, poślubiła dr Andrzeja Lorskiego i rozpoczęła starania o stypendium specjalizacyjne.Podjęła pracę w Klinice Chorób Wewnętrznych prof. Hartwiga w Warszawie. Tytuł specjalisty uzyskała w marcu 1960 roku. Od maja 1960 roku pełniła funkcję konsultanta w Poradni Przeciwgruźliczej  Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, gdzie pracowała równocześnie jako wolontariuszka  w oddziale chorób wewnętrznych. W październiku 1960 roku została asystentem tego oddziału, a w 1964 roku starszym asystentem.

  Mówiła biegle pięcioma językami obcymi: francuskim, czeskim, niemieckim, hiszpańskim i angielskim. Publikowała prace naukowe z dziedziny nefrologii i ftyzjatrii. Zeznawała w roku 1964 jako świadek, w toczącym się w Wielkiej Brytanii procesie wytoczonym przez Władysława Deringa – byłego więźnia lekarza KL Auschwitz, autorowi powieści „Exodus” Leonowi Urisowi, który oskarżył go w swojej książce o wykonywanie zabiegów sterylizacyjnych. Postawiony przez dr Deringa zarzutu zniesławienia został odrzucony przez sąd, a proces przeistoczył się w rozprawę „przeciwko Władysławowo Deringowi”, któremu udowodniono w przebiegu rozprawy sprzeniewierzenie się zasadom etyki lekarskiej.  Dr Lorska wykazała się podczas procesu stanowczością i trafnością wypowiedzi.

  Przez całe życie była wierna swoim ideałom, należąc kolejno do Czechosłowackiej Partii Komunistycznej, Francuskiej Partii Komunistycznej oraz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

  Po wojnie została odznaczona Orderem Virtuti Militari (1948), Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1956,) medalem „Za wolność waszą i naszą”(1956) oraz przez gen. De Gaulle’a Francuskim Krzyżem Walecznych (Croix de Guerre Avec Etoiles).

Przedwczesna śmierć przerwała pisaną przez dr Lorską rozprawę doktorską na temat lekarskich i etycznych zagadnień związanych z eksperymentami prowadzonymi na bloku 10. Zmarła  22 października 1965 roku. W jej nekrologu można przeczytać: „Odeszła od nas nasza najlepsza koleżanka, człowiek wielkiej dobroci, prawości i szlachetności, lekarz całym sercem oddany chorym.”

Dr Dorota Lorska została pochowana w Warszawie, na Cmentarzu Powązkowskim.

/Dr Lorska w latach sześćdziesiątych./

[1] Stanisław Kłodziński „Dr Dorota Lorska” w „Okupacja i medycyna. Czwarty wybór artykułów z  Przeglądu Lekarskiego– Oświęcim z lat 1963-1978. Warszawa 1979, s.23-31.

[2] Instytutem Higieny SS w Oświęcimiu kierował SS - Obersturmbahnführer dr Bruno Weber, a jego zastępcą był SS – Unterturmführer dr Hans Münch. Od 5.05.1943 siedziba Instytutu została przeniesiona z obozu macierzystego w Oświęcimiu do Rajska.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Doświadczenia nad masową sterylizacją

wtorek, 01 maja 2012 12:16

Doświadczenia nad masową sterylizacją

 

   Wprowadzenie

   W trakcie powojennego procesu zbrodniarzy wojennych w Norymberdze, oskarżony Rudolf Brandt, pełnomocnik Hitlera do spraw służb sanitarnych i służby zdrowia, zeznawał iż „Himmler był w najwyższym stopniu zainteresowany opracowaniem taniej i szybkiej metody sterylizacyjnej, którą można by zastosować przeciwko wrogom Rzeszy Niemieckiej, jak Rosjanom, Polakom i Żydom.(…) Siła robocza osób sterylizowanych mogłaby być przez Niemcy wykorzystana, podczas gdy rozrodczość tych ludzi byłaby zniesiona.[1]

  Także  Rudolf Höss, były komendant obozu oświęcimskiego, potwierdzał w składanych wyjaśnieniach, iż akcja biologicznego wyniszczenia ludzi poprzez sterylizację i kastrację miała objąć poza Żydami także narody słowiańskie[2]. W tym celu należało opracować metodę szybkiej, pewnej, niezauważalnej i masowej  sterylizacji („schnell, sicher, unauffällig und massenhaft”)[3]. Dlatego też już w 1941 roku profesor Carl Clauberg, ginekolog z kliniki uniwersyteckiej w Królewcu otrzymał dotacje na „badania dotyczące polityki ludnościowej i problemu wschodniego” od Niemieckiego Komitetu Badań Naukowych (Deutsche Forschungsgemeinschaft , DFG) dzięki którym stał się wkrótce ekspertem w dziedzinie nieoperacyjnej sterylizacji kobiet za pomocą środków drażniących. Kiedy w maju 1941 roku odbywała się konferencja poświęcona „nowym metodom sterylizacji niepełnowartościowych kobiet”  sam Ernst Grawitz, szef służby zdrowia SS i policji, zaproponował w liście do Himmlera aby profesor objął stanowisko kierownika instytutu badawczego „zlokalizowanego w lub pod Chorzowem i przyłączenia do niego kobiecego obozu koncentracyjnego”[4]. Skutkiem owej rekomendacji było oddanie do dyspozycji Clauberga więźniarek obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau celem wykonania serii eksperymentów sterylizacyjnych.

  Tuż przed jego przybyciem do obozu, jesienią 1942 roku doświadczenia  nad sterylizacją za pomocą promieni Roentgena rozpoczął dr med. porucznik Luftwaffe, SS-Sturmbannführer Horst Schumann, były kierownik ośrodka eutanazji w Grafeneck i w Sonnenstein oraz członek komisji lekarskiej zajmującej się selekcją do komór gazowych więźniów obozów koncentracyjnych, którzy nie byli zdolni do dalszej pracy (tzw. akcja 13f14). Przydzielono mu odpowiednią ilość więźniarek oraz więźniów do celów eksperymentalnych oraz udostępniono specjalnie do tego celu urządzone pomieszczenia w bloku 30 w Birkenau, tzw. ”stację rentgenowskiej sterylizacji” wyposażoną w dwa aparaty rentgenowskie firmy Siemens (tzw. Rentgenbombe)[5].

  Od marca 1943 roku eksperymenty Schumanna i Clauberga kontynuowano w bloku 10 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu[6] a od maja 1944 stację eksperymentalną przeniesiono do bloku nr 1 na terenie tzw. „przedłużenia obozu” w sąsiedztwie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

 

  Utworzenie pierwszej stacji eksperymentalnej na terenie obozu.

Pierwsza stacja eksperymentalna mieściła się w drewnianym baraku numer 30, położonym w obrębie kobiecego „szpitala” w Birkenau. Wstęp do bloku był zabroniony nawet dla niezatrudnionych w nim esesmanów, a personel pomocniczy nocował na miejscu.   Barak składał się  z izby mieszkalnej dla więźniarek zatrudnionych w rewirze i z poczekalni połączonej z salą, gdzie znajdowały się dwa aparaty rentgenowskie[7]. Naprzeciw aparatów umieszczono kabinę izolowaną blachą ołowianą z szybką od przodu. Kabina służyła do sterowania aparaturą. Więźniowie i więźniarki  doprowadzeni do stacji Schumanna oczekiwali nago na wywołanie w poczekalni, skąd pojedynczo prowadzono ich do sali zabiegowej. Tam siadali na specjalnych dostawkach połączonych z aparatami rentgenowskimi lub stali pomiędzy nimi. Naświetlanie trwało od kilku do kilkunastu minut. Dawkę promieniowania regulował osobiście Schumann. Jednorazowo naświetlał przeciętnie około 30 osób, zwykle 2 do 3 razy w tygodniu. „Po zabiegu takim wiele kobiet wymiotowało [8]”. Więźniowie widywali je prowadzone pieszo do obozu w Oświęcimiu. „Szły one pochylone i trzymały się za brzuchy.[9]” 

  W wyniku stosowania wysokich dawek promieniowania dochodziło do powstania ran oparzeniowych okolicy podbrzusza i pośladków oraz ich wtórnego zakażenia, jak i uszkodzenia narządów wewnętrznych min. jelit. W kilka tygodni po naświetlaniach usuwano operacyjnie naświetlane jajniki w celu histopatologicznej weryfikacji eksperymentu oraz celem ustalenia optymalnej dawki promieniowania. Nieprzydatne do dalszych badań kobiety uśmiercano.

 

 

 

  Eksperymenty sterylizacyjne przeprowadzane na bloku 10, w obozie macierzystym w Oświęcimiu

   Blok 10 był dwupiętrowym budynkiem znajdującym się w sąsiedztwie bloku 11, tzw. „Bloku Śmierci” i połączonym z nim wspólnym podwórzem, na terenie którego znajdowała się „ściana śmierci”[10].  

 Pod koniec 1942 roku blok 10 został opróżniony z więźniów i poddany częściowej przebudowie[11]. Na parterze bloku urządzono laboratorium serologiczne  dla celów badawczych lekarza SS dr Bruno Webera (ostatnia sztuba na końcu korytarza po prawej stronie)[12]. Sąsiednie pomieszczenie przeznaczone na laboratorium histopatologiczne wyposażono w mikroskop, suszarkę i mikrotom  (prowadziła je początkowo dr Janina Kowalczykowa, a po niej dr Janusz Mąkowski). Uruchomiono także małe laboratorium analiz klinicznych krwi, moczu i kału. Pracę w laboratoriach rozpoczęto 8 kwietnia 1943 roku. W tym okresie trwały jeszcze na parterze bloku prace remontowe nad przystosowaniem i wyposażeniem sali do badań ginekologicznych wyposażonej w aparat rentgenowski. Prócz pomieszczeń przeznaczonych dla celów „badawczych” znajdowały się  tam: toalety, apteka, pokój lekarzy i pokój pielęgniarek. Pierwsze piętro zajęły w drugiej połowie kwietnia więźniarki żydowskie przeznaczone „do celów doświadczalnych” (Häftlinge für Versuchszwecke). Były to zwykle młode kobiety, które  nie utraciły w obozie miesiączkowania, wybrane osobiście przez Clauberga, najchętniej spośród młodych matek.  

  Eksperymenty Clauberg wykonywał osobiście. Po zebraniu wywiadu, pod pozorem badania ginekologicznego układano więźniarkę na fotelu ginekologicznym i we wziernikach łyżkowych, po ściągnięciu kulociągiem części pochwowej wstrzykiwano pod ciśnieniem do macicy, za pomocą cewnika lub aparatu Schultzego, środek drażniący tj.5%-10% roztwór formaliny . Równocześnie ze wstrzyknięciem środka drażniącego podawano środek cieniujący tzw. „płyn Göbbla” ( dostarczany przez dr farm. Johanesa Paula Göbbla, pracownika firmy Schering-Werke, w zakręconych butelkach o pojemności ok. 300 cm3) dla kontroli radiologicznej drożności jajowodów oraz przebiegu samego eksperymentu. Analiza ocalałej dokumentacji medycznej pozwoliła ustalić, iż „były to olejowe środki cieniujące, szczególnie niebezpieczne dla życia, powodujące zatory w wypadku przejścia do krwiobiegu i jam ciała[13]. Po wykonaniu wstrzyknięcia pojawiał się silny, palący ból w podbrzuszu, „tak okropny, że siostry (więźniarki) musiały siadać na rękach ofiar[14].

Pożądanym efektem eksperymentu było uzyskanie przewlekłego, zarostowego zapalenia jajowodów, a tym samym bezpłodności. Jednakże w wyniku przenikania podawanych środków do układu krążenia dochodziło do ciężkich zaburzeń ogólnoustrojowych i śmierci poddawanych eksperymentom kobiet. Więźniarki które przeżyły zabieg, pozostawały na bloku 10 przez 5 do 6 tygodni w celu obserwacji wyników. Jeżeli nie uzyskano pełnej niedrożności zabieg powtarzano, wstrzykując roztwory o większym stężeniu. „Takie eksperymenty były przeprowadzane w odstępach trzech do czterech tygodni, trzy do sześciu razy na tych samych kobietach. Te kobiety, na których zakończono doświadczenia, były wysyłane na śmierć do Brzezinki[15].

 

Po wojnie Clauberg zeznawał w trakcie swojego procesu, iż celowo wprowadził Himmlera w błąd twierdząc, że jego metoda jest „już prawie całkowicie opracowana” i „że jeden wprawiony lekarz w odpowiednio urządzonej placówce i przy pomocy 10 osób personelu pomocniczego będzie mógł najprawdopodobniej przeprowadzić w ciągu jednego dnia sterylizację kilkuset, a nawet 1000 kobiet [16]. Ponadto twierdził, że iniekcje powodowały „ból bez znaczenia” ponieważ Göbbel dodawał do roztworu kokainę, która działała znieczulająco, a ”jedynym uszkodzeniem jakie mogło wystąpić, była bezpłodność.[17]

 

Jesienią 1943 roku, na bezpośrednie polecenie szefa Urzędu D III w SS – WVHA, do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu została przeniesiona z obozu na Majdanku lekarz ginekolog ze Szpitala na Czystem w Warszawie - dr Alina Brewda. Miało to bezpośredni związek z prowadzonymi w Auschwitz doświadczeniami sterylizacyjnymi. Wkrótce potem, w ramach tzw. akcji „Erntfest”, zostali rozstrzelani niemal wszyscy żydowscy więźniowie Majdanka, także personel lekarsko-pielęgniarski ewakuowanego w kwietniu z getta warszawskiego Szpitala na Czystem. Kiedy wiadomość ta dotarła do ocalałej z masakry dr Brewdy, powiedziała: „Widocznie jest mi przeznaczone, że mam przeżyć obóz.[18]” Istotnie tak się stało, ale zanim została wyzwolona w maju 1945 roku, przyszło jej pełnić funkcję lekarza w Oświęcimiu oraz zostać mimowolnie tzw. ”nosicielem tajemnicy” (Gehemnisträger) – więźniem, który wie zbyt wiele by mógł przeżyć.

  Po krótkim pobycie w rewirze obozu kobiecego w Brzezince dr Brewda została skierowana do obozu macierzystego i przydzielona do pracy w bloku 10. Wkrótce po przybyciu przeszła ciężkie zapalenie płuc. Własna prycza do spania oraz opieka mieszkającej w tym samym bloku dr Dora Klein, sprzyjały szybkiemu jak na warunki obozowe wyzdrowieniu. Niezwłocznie po odzyskaniu sił dr Brewda stanęła do pracy. W tym czasie na bloku 10 przebywało około 400 żydowskich kobiet różnych narodowości oraz grupa 25 aryjskich więźniarek-prostytutek, umieszczonych tam w celu wykrycia ewentualnych chorób wenerycznych. W wywiadzie udzielonym po wojnie dr Brewda wspominała:

Na pierwszym piętrze znajdowało się dwieście więźniarek podzielonych na grupy należące do różnych lekarzy. Były tam „przypadki” doktora Wirthsa, kobiety, którym doktor Clauberg wstrzykiwał drażniące płyny do wnętrza macicy, „króliki doświadczalne” doktora Webera, którym pobierano krew i badano ślinę i młode Greczynki należące do doktora Schumanna. Zwykle chodziłam na piętro przynajmniej raz dziennie. Greczynki bały się rozmawiać o czymkolwiek – były przerażone. Miałam wrażenie, że były poddawane bardzo brutalnemu traktowaniu. Po kilku dniach kilka z nich zdecydowało się powiedzieć mi w swoim żydowsko-hiszpańskim dialekcie przypominającym francuski, że cierpią z powodu poparzeń. Zbadałam je i stwierdziłam, że oparzenia były spowodowane głębokim promieniowaniem rentgenowskim. Trzy spośród nich stanowiły szczególnie ciężkie przypadki. Oparzenia były głębokie. Zapytałam dziewczęta o to, a one opowiedziały mi, że zabrano je do ciemnego pokoju i stamtąd wyszły już poparzone. Powiedziały mi także o innych greckich dziewczętach z Salonik, które potraktowano w ten sam sposób wcześniej, ale co się z nimi stało – nie wiedziały.

Dwie spośród tych dziewcząt miały blizny pooperacyjne na podbrzuszu. Po dokładnym zbadaniu blizn oraz oparzeń zdałam sobie sprawę, że dziewczęta zostały prawdopodobnie poddane naświetlaniu jajników, a wysoka dawka promieniowania została im zaaplikowana bez koniecznej ochrony i niefachowo. Ich skóra pokryła się jątrzącymi pęcherzami i owrzodzeniami. To było okropne. Robiłam dla nich co mogłam[19].”

Wkrótce po przybyciu dr Brewdy na blok 10, główny lekarz garnizonu Eduard Wirths[20] polecił aby  brała ona udział w badaniach ginekologicznych więźniarek oraz przyznał jej prawa blokowej. Jakkolwiek stanowisko blokowej było źródłem obozowych przywilejów to dopuszczenie do pilnie strzeżonych tajemnic  niosło ze sobą przekonanie o nieuchronnej śmierci każdego „ich nosiciela”. Badania prowadzone przez Wirthsa  dotyczyły wykrywania raka szyjki macicy. W trakcie przeprowadzanej kolposkopii pobierano wycinki do badania histopatologicznego, które były wysyłane do miejskiej kliniki ginekologicznej w Hamburgu-Altonie gdzie dyrektorem  był wówczas prof. Hans Hinselmann[21]. Lekarzem, który tam pracował i zainicjował te doświadczenia był  Helmut Wirths, brat Eduarda Wirthsa. „Obiekty doświadczalne” wybierał z transportów dla brata osobiście  sam lekarz garnizonu. Zabiegi przeprowadzane były początkowo przez niego oraz przez przeszkoloną do tego celu więźniarkę - lekarz psychiatrę Adelajdę Hautval. Ponieważ po dwóch tygodniach odmówiła ona dalszego udziału w eksperymentach, została odesłana do Birkenau. Jej obowiązki przejął żydowski więzień dr Max Samuel, światowej sławy ginekolog[22] .

Na polecenie Wirthsa  dr Brewda miała pomóc dr Samuelowi w prowadzonych badaniach. W tym celu uzyskała dostęp do pokoju zabiegowego i zgromadzonej tam aparatury. Jakkolwiek nie miała  prawa uczestniczyć w doświadczeniach prowadzonych przez innych lekarzy, to z uwagi na swoją specjalizację, była stopniowo dopuszczana do udziału w niektórych przeprowadzanych doświadczeniach, zwłaszcza wtedy gdy jej pomoc była nieodzowna. Wielokrotnie ratowała pacjentki, które w trakcie zabiegu traciły przytomność lub rozwijał się u nich wstrząs. Była obecna kilkakrotnie w trakcie wykonywanych zabiegów operacyjnych, usiłując wspomóc psychicznie przerażone więźniarki.

Zarówno „dziewczęta Clauberga” jak i „dziewczęta Schumanna” cierpiały niewyobrażalnie. Pomiędzy zabiegami nie myto ani nie wyjaławiano narzędzi toteż dochodziło do zakażeń pooperacyjnych.  Brakowało lekarstw, zwłaszcza morfiny oraz papierowych bandaży. Zbieg usunięcia jajnika trwał zaledwie 10 minut, przy czym zaniedbywano podstawowych technik operacyjnych[23]. Każda z dziewcząt była całkowicie świadoma podczas operacji ponieważ stosowano u nich znieczulenie dolędźwiowe.

„Czułam ciepłą dłoń doktor Brewdy. Powiedziała do mnie „Odwagi moje dziecko” Nie zapomnę tego. Jeśli jej by tam nie było, nie żyłabym. W tym najważniejszym momencie mojego życia była przy mnie Nie zapomnę tego do śmierci.(…) Pamiętam, że doktor Brewda siedziała przy mnie jak matka.[24]

Dr Brewda, bezsilna wobec bólu i głodu swoich podopiecznych poszukiwała bezskutecznie pomocy.

   Równocześnie z personelem stacji eksperymentalnych, na bloku 10 mieszkały więźniarki pracujące dla Instytutu Higieny w Rajsku. Pośród nich drobna, ciemnowłosa, trzydziestoletnia dr Dora Klein (po wojnie Dorota Lorska), aresztowana przez gestapo we Francji za działalność w ruchu oporu. Kwalifikacje medyczne sprawiły, że uniknęła ona tragicznego losu „więźniarek doświadczalnych”. Skierowano ją do pracy w laboratorium Instytutu Higieny SS w Rajsku oraz powierzono prowadzenie niewielkiego laboratorium serologicznego na terenie bloku 10. Niemal każdą noc spędzała pomagając dr Brewdzie w opiece nad chorymi więźniarkami. Na samym „dnie piekła” narodziła się prawdziwa przyjaźń. Po wielu latach dr Brewda wspominała:

Kleinova  była idealistką, z głęboko zakorzenioną wiarą w słuszność swoich przekonań. Zdobyła moje zaufanie od samego początku, wiedziałam, że cokolwiek się stanie ona będzie przy mnie i odda życie za dziewczęta, którymi się opiekuje”. [25]

   Ale działalność dr Klein nie ograniczała się do pracy laboratoryjnej i lekarskiej. Już w pierwszych dniach pobytu w Auschwitz odnalazł ją Rudi Göbel, którego poznała podczas Wojny Domowej w Hiszpanii, gdzie służyła w polowym szpitalu. Poza doraźną pomocą udzieloną jej w pierwszych godzinach pobytu w obozie, Göbel powiadomił resztę przebywających w obozie hiszpańskich działaczy komunistycznych o przyjeździe Dory. Wkrótce trafiła ona do oświęcimskiego ruchu oporu, na rzecz którego sporządzała raporty dotyczące prowadzonych na bloku 10 i w Instytucie Higieny eksperymentów. Jeden z nich został wysłany do Londynu i opublikowany w polskiej prasie podziemnej (tzw. „Raport Sławy Klein”). Szczególnie chroniła i troszczyła się o grupę 16 francuskich kobiet - komunistek z francuskiego Resistance. Zabiegała aby zostały przydzielone do doświadczeń prowadzonych przez dr Müncha[26] czyli do tzw. Spuckkommando („komando plujących”). Były to stosunkowo nieszkodliwe doświadczenia mające na celu ocenę obecności aglutynin w ślinie i ewentualne wykorzystanie wyników do stworzenia szybszej metody oznaczanie grupy krwi. Pobyt w takim komandzie gwarantował jednakże tzw. „culagę” czyli dodatkową porcję zupy. Dzięki kontaktom dr Klein z działaczami obozowego ruchu oporu do bloku 10 zaczęły docierać lekarstwa kradzione z obozowej apteki oraz magazynów tzw. „Kanady”.

  Jesienią 1943 roku, z powodu epidemii tyfusu w Brzezince, obóz kobiecy został całkowicie odizolowany od obozu męskiego. Aby utrzymać kontakt obie lekarki zaproponowały zorganizowanie pielęgniarskiego kursu szkoleniowego dla więźniarek z Birkenau. Dzięki pomocy obozowego ruchu oporu do obozu kobiecego wysłano lekarzy-więźniów: dr Fejkla i dr Langbeina, którzy mieli możliwość wyboru kandydatek spośród godnych zaufania więźniarek. Tym samym od 17 stycznia nawiązano ponownie kontakt z obozem kobiecym.

   W styczniu 1944 roku dr Brewda ponownie zachorowała. Wezwany do chorej Dr Władysław  Fejkiel[27], lekarz-więzień z obozu męskiego, rozpoznał zawał serca. Pomimo choroby, dr Brewda po trzech dniach  stanęła ponownie do pracy przy chorych. Uważała to za swój obowiązek. Zdawała sobie bowiem sprawę, że wizytujący blok lekarze niemieccy będą wyszukiwać ciężko chore aby skierować je do komór gazowych. Miała równocześnie pewność, iż jej stanowcza postawa i uparte twierdzenie, że wszystkie więźniarki „czują się dobrze” ochroni niektóre z nich przed śmiercią. Rozpoczęła też praktyczne szkolenie kandydatek w ramach zorganizowanego wcześniej kursu pielęgniarskiego.

  Pod koniec lipca 1944 roku dr Brewda została niespodziewanie wezwana do obozowego gestapo i bez wyjaśnień wtrącona do bunkra w bloku 11. Na kilka dni przed tym wydarzeniem oddała swoją dawkę cyjanku potasu, ponieważ była ona niezbędna więźniowi przygotowującemu się do ucieczki. Pozbawiona wszelkiego kontaktu ze światem zewnętrznym, a przez pierwsze dwa dni także wody i jedzenia, oczekiwała na przesłuchanie. Od pilnującego ja strażnika dowiedziała się, że zostanie wkrótce powieszona. Przez cały okres pobytu w celi „bloku śmierci” przygotowywała się psychicznie na ten moment. Jednakże na bloku 10 pozostała dr Klein, która za pośrednictwem ruchu oporu usiłowała ocalić przyjaciółkę. Po siedemnastu dniach dr Brewda została uwolniona z bunkra i skierowana do baraku gdzie przebywały wówczas „więźniarki eksperymentalne”. Po tygodniu przeniesiona została do obozu kobiecego w Birkenau, do komanda pracującego w kamieniołomie. Ciężka praca fizyczna spowodowała niewydolność krążenia i tylko dzięki opiece pracującej w rewirze kobiecym dr Stefani Perzanowskiej udało się nieco poprawić jej stan. Gdy odzyskała siły podjęła pracę w obozowym szpitalu. Nie spodobało się to jednak dr Mengele – Żydówkom nie wolno było leczyć aryjek –więc kazał odesłać dr Brewdę ze „szpitala”. Dzięki pomocy jednej z pielęgniarek uczestniczących w kursie organizowanym w styczniu, umieszczono  ją w stosunkowo „dobrym komandzie’ w szwalni. Dr Klein nadal starała się o jej powrót do obozu macierzystego. Udało się to dopiero w grudniu. Na osobiste polecenie dr Wirthsa miała podjąć pracę w jednym z nowych budynków tzw. „przedłużenia obozu”.

  Koniec roku 1944 i pierwsze dni stycznia 1945 roku wypełniało oczekiwanie na zbliżający się front. Dr Klein wiedziała, że obóz będzie ewakuowany,  czekała jednak na decyzje obozowego ruchu oporu, który miał zadecydować, czy zgodnie z rozkazem SS mają wymaszerować, czy pozostać w obozie. Sama była w tym czasie ciężko chora. Miała różę twarzy i wysoko gorączkowała. Z powodu skrajnego wyczerpania nie była w stanie samodzielnie chodzić. Dr Brewda postanowiła, że wbrew rozkazom pozostaną w obozie wraz z najciężej chorymi więźniarkami. Zgromadziła w tym celu niewielką ilość cukru dla chorych. Wobec ogromnego zamieszania panującego w obozie, ukrycie się wydawało się możliwe. Niestety zostały dostrzeżone i wraz z chorymi dołączone do transportu. Transport ewakuacyjny wyruszył 18 stycznia1945 roku. Od chwili opuszczenia obozu koleżanki niosły dr Klein na noszach, a ona przez całą drogę błagała, by jej nie ratować. Trasa wiodła przez Pszczynę do Wadowic. W Wadowicach załadowano więźniarki do odkrytych wagonów. W temperaturze minus  osiem stopni dr Brewda wstrzykiwała przyjaciółce Prontosil (sulfonamid). Koleżanki ogrzewały ją własnymi ciałami. Podróż trwała osiem dni .Po przyjeździe na stację kolejową w Ravensbrück, dr Klein ponownie zażądała aby jej nie ratować. Została siłą umieszczona na noszach i doniesiona do obozu.

 

 „Raport Sławy Klein”[28]

„Blok 10-ty jako blok eksperymentalny istnieje już prawie cały rok. Siedzi tu około 450 kobiet – pacjentek prof. Schumana, prof. Glansberga[29], dr Wirthsa i Webera. Pierwsze doświadczenia /eksperymenty/ dokonywane były przez prof. Schumana głównie na młodych Greczynkach /wiek:15 do 18 lat/. Eksperymenty polegały na sterylizacji przez naświetlania i dokonanej później operacji obustronnego wycięcia jajników /ovariectomia/. W ostatnich miesiącach żadnych dalszych operacji nie przedsiębrano.

Ostatnich operacji dokonał przed 3 miesiącami Dr. Dehring na 10 dziewczętach, które na jakiś czas przedtem naświetlano. Jedna z operowanych zmarła natychmiast /prawdopodobnie wewnętrzny krwotok – błąd techniki operacyjnej/. Z pozostałych 9, dwie dotychczas ciężko chore – reszta musi leżeć.

175 kobiet jest w tej chwili pacjentkami prof.  Clauberga. Na pewno nie można powiedzieć co z nimi robi. Wiadomo tylko, że wstrzykuje jakiś jemu tylko znany płyn do macicy celem napełnienia jajowodów a następnie robi zdjęcia rentgenowskie. Jest prawdopodobne, że chodzi tu o wypróbowanie nowego środka do rentgenowskich zdjęć macicy i jajowodów – co w ogóle nie jest szkodliwe. Zabiegi te powtarzają się wielokrotnie /4 – 5 razy/ u tych samych kobiet w różnych odstępach czasu. Clauberg zatrzymuje kobiety na których robi eksperymenty, pilnuje „aby na nich nie robiono żadnych innych eksperymentów”. Nie wiadomo jakie ma co do nich zamiary na przyszłość. Wszystkich zabiegów dokonuje sam, przy pomocy niewyszkolonego personelu. Który na tym się nie rozumie.

Jeszcze przed czterema miesiącami dokonywał dr. Samuel operacji na zarządzenie dr Wirthsa: wycięcie części błony śluzowej przy zewnętrznym ujściu macicy. /Excisio partialis portionis vaginalis uteri/. Ma to służyć do seryjnych badań dla wczesnej diagnozy raka.

Sama ta operacja jest zabiegiem lekkim, bez trwałego uszkodzenia, pozostają jednak często późniejsze krwawienia z powodu niezręcznej techniki operacyjnej. Dr Samuel przybrał szybkie tempo /3 lub więcej na dzień/ czego od niego nie wymagano.

Zużyte „obiekty” odsyłano najbliższymi transportami do Birkenau. Eksperymentów tych od 4 –ech miesięcy nie dokonuje się. Samuel aby utrzymać się na posadzie dręczy wiele kobiet codziennie ginekologicznym badaniem i fotografowaniem /kolposcopia/.

Laboratorium hyg. I ustalało prawie u wszystkich grupę krwi /oznaczenie testu/ a przy nadających się do tego brano próby krwi. Krew służyła do przygotowania serum. /Serum jest konieczne do ustalania grupy krwi/.

Próby krwi brano u 150 kobiet w ciągu 6 miesięcy. Ilość wynosiła przeciętnie 100 – 150 cm. Kobiety te otrzymują dodatkową zupę i jednorazowy dodatek chleba z kiełbasą. Teraz robi się inne eksperymenty: bada się ślinę celem ustalenia elementu grupy krwi /aglutynin/. Wykonuje je dr Münch. Polegają one na doskórnych zastrzykach rozcieńczonej toksyny streptokokowej, które mają udowodnić czy w organizmie jest jakieś zapalne ognisko. Eksperymenty te są niewinne.

Obecnie prowadzi się dalej

a)      Zastrzyki przez prof. Clauberga

b)      Kolposkopia przez Samuela

c)      Doświadczenie przez Hig. Laboratorium

Ze stanowiska nauki doświadczenia te nie mają żadnego sensu. Wpływają jednak na stan zdrowia kobiet, a mianowicie:

a)      Pacjentki Schumanna zostają kalekami na całe życie.

b)      Pacjentki Clauberga subiektywnie nic nie odczuwają / poza nielicznymi wyjątkami natychmiastowej nieprzyjemnej reakcji/. Nie wiadomo co z nimi będzie jeszcze później.

c)      Pacjentki operowane przez Samuela  nie znajdują się więcej w tym bloku – pozostałe służą do innych eksperymentów.

Doświadczenia przeprowadzane przez Labor. Hig. Nie pozostawiają żadnych trwałych śladów”



[1]  Dokumenty procesu lekarzy w Norymberdze, cyt. za Jan Sehn „Niektóre aspekty prawne tzw. eksperymentów lekarzy SS.” w „Okupacja i medycyna. Wybór artykułów z  Przeglądu Lekarskiego Oświęcim z lat 1961-1970”, Warszawa, 1971, s. 300

[2] Proces załogi Oświęcimia, t. 37, k. 15 cyt. za: A Mitscherlich i F. Mielke „Nieludzka medycyna. Dokumenty procesu norymberskiego przeciw lekarzom.” PZWL, Warszawa 1963, s. 249

[3] Himmler wyraził zgodę na badania z udziałem więźniarek żydowskich w trakcie konferencji w kwaterze głównej Hitlera na początku lipca 1942 roku.

[4] List Grawitza do Himmlera z 29.05.1941, w Reimund Schnabel  “Macht ohne Moral. Eine Dokumentation über die SS”, Frankfurt am Main, 1957, s.266 Tłumaczenie fragmentu pochodzi z Ernst Klee „ Auschwitz-medycyna III Rzeszy I jej ofiary” Kraków, 2005.

[5] Irena Strzelecka „Zbrodnicza medycyna. Eksperymenty medyczne w KL Auschwitz.” Głosy Pamięci, cz. 2, Oświęcim, 2008, s. 10.

[6] Clauberg rozpoczął doświadczenia w baraku 30 od 28 grudnia 1942 roku.

[7] Stanisław Kłodziński „Sterylizacja i kastracja promieniami Rentgena” w „Okupacja i medycyna. Wybór artykułów z  Przeglądu Lekarskiego Oświęcim z lat 1961-1970” Warszawa, 1971, s.45.

[8] Fragment zeznania Michała Kuli w trakcie procesu Hössa. APMAB. Proces Hössa, t.2, k. 81-83 cyt. za I. Strzelecka  „Zbrodnicza medycyna. Eksperymenty medyczne w KL Auschwitz” Głosy Pamięci, cz. 2, Oświęcim, 2008, s. 55

[9] Ibidem

[10] Okna bloku 10 wychodzące na te stronę były zamknięte i zabite deskami tak aby więźniarki przebywające w salach od strony podwórza nie mogły obserwować egzekucji.

[11] Mieczysław Kieta „Instytut Higieny SS i Policji w Oświęcimiu” Przegląd Lekarski Oświęcim, 1980, nr 1, s.172

[12] SS - Obersturmbahnführer dr Bruno Weber, kierownik oświęcimskiej filii Głównego Instytutu Higieny Waffen SS i Policji, lekarz obozowy w obozie kwarantanny męskiej w Brzezince. Prowadził eksperymenty medyczne nad zastosowaniem środków narkotycznych w czasie przesłuchań, doświadczenia nad durem wysypkowym, malarią oraz badania serologiczne nad nową metodą określania grup krwi.

[13] Obszernie na ten temat w artykule lekarza ginekologa, byłego więźnia KL Auschwitz-Birkenau dr Czesława Głowackiego „Z dokumentacji zbrodniczych doświadczeń Carla Clauberga.” Przegląd Lekarski Oświęcim, 1976, nr 1, s. 85-90

[14] Zeznanie Rosaline de Leon z 26.07.1956. Postępowanie Js 18/67 GStA Ffm. Cyt. za Ernst Klee: „Auschwitz-medycyna III Rzeszy I jej ofiary” Kraków 2005, s. 423

[15] Oświadczenie dr Eduarda de Wind, bez daty. Js 18/67 GStA Ffm. Ibidem s.424

[16] List Clauberga do Himmlera z dn. 7 czerwca 1943 roku. Cyt. za Irena Strzelecka  „Zbrodnicza medycyna. Eksperymenty medyczne w KL Auschwitz.” Głosy Pamięci cz. 2, Oświęcim, 2008, s. 9

[17] Zeznanie Clauberga z 19 listopada 1955 roku. Postępowanie Js 18/67 GStA Ffm cyt. za za Ernst Klee: „Auschwitz-medycyna III Rzeszy I jej ofiary” Kraków 2005, s. 424

[18] Stefania Perzanowska „Gdy myśli do Majdanka wracają.”, Lublin, 1970, s.122.

[19] R.J. Minney „I shall fear no evil – the story of Dr Alina Brewda”, William Komber 46 Wilton Place, London, 1966, s. 123, tłumaczenie własne

[20] Dr med. Eduard Wirths, SS- Sturmbannführer, naczelny lekarz garnizonu SS w Oświęcimiu.

[21] Prof. Dr med. Hans Hinselmann, twórca metody wziernikowania pochwy, w trakcie wojny wysterylizował na prośbę Gestapo nieznaną liczbę Cyganek, za co został skazany w roku 1946 na trzy lata więzienia.

[22] Na podstawie zeznań dr Aliny Brewdy złożonych w procesie Hössa. APMAB. Proces Hössa, t.17, k.63-64

[23] Zygmunt Zonik ”Przerwane dzieciństwo.” Wyd. MON , Warszawa 1982 ,s.191-192.

[24] Minney „I shall…” s. 135. Tłumaczenie własne.

[25] Minney „I shall …” s. 147. Tłumaczenie własne.

[26] Dr H. Münch, był zwierzchnikiem laboratorium na bloku 10. Do więźniarek odnosił się życzliwie, odmówił udziału w selekcjach i uzyskał w Berlinie oficjalne zwolnienie z tej funkcji. Został uniewinniony wyrokiem Polskiego Sadu Najwyższego z dn. 22.12.1947 roku.

[27] Dr Władysław Fejkiel, lekarz chorób zakaźnych, po wojnie profesor Akademii Medycznej w Krakowie, w obozie pełnił w tym czasie funkcję starszego w rewirze męskim (Lagerältester Krankenbau).

[28] AŻIH sygn. 209/72/3

[29] Nieprawidłowo zapisano nazwisko, powinno być Clauberga. W dalszej części raportu umieściłam poprawną wersję.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Szpitale obozowe.

czwartek, 22 grudnia 2011 16:45

W oficjalnej nomenklaturze niemieckiej szpital więźniarski utworzony w obozie koncentracyjnym nazywany był: "Häftlingskrankenbau" lub w skrócie "Krankenbau". Określenie to zostało stworzone na potrzeby administracji obozowej i oznaczało raczej budynek przeznaczony dla chorych więźniów,
a nie szpital. Więźniowie zwykle używali słowa "rewir".

W początkowej fazie istnienia rewirów  były one swoistą "poczekalnią do gazu" bowiem na terenie szpitala obozowego dokonywano regularnych wybiórek "do gazu" lub "na fenol"(dosercowe zastrzyki z fenolu). Od 1942 roku sytuacja więźniów uległa nieznacznej poprawie bowiem do pracy w charakterze lekarzy dopuszczono lekarzy - więźniów. Dzięki nim szpitale obozowe stały się miejscem wytchnienia dla ciężko chorych oraz zapleczem dla
obozowego ruchu oporu.

"Myślałam niejednokrotnie, że to na pewno było zbyt szumne słowo "szpital" do określenia tych niesłychanie prymitywnych miejsc pobytu chorych na Majdanku. W gwarze obozowej było spopularyzowane słowo "rewir". Nie lubiłam używania bez koniecznej potrzeby niemieckich określeń, nie lubiłam też słowa "rewir". Nazywałam go zatem szpitalem, wiedząc przecież doskonale, jak bardzo warunki, w których pracujemy, daleko odbiegaja od elementarnych wymogów szpitalnych."
/Stefania Perzanowska, lekarka więźniarka obozu na Majdanku/

Szerzej na temat szpitali obozowych na mojej stronie www.rewiry-szpitalne.pl Zapraszam

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Świadectwo byłej więźniarki Anny Jelinowskiej - KL Koenigsberg in Neumark.

wtorek, 10 maja 2011 11:32

 

Rękopis Anny Jelinowskiej, (nie datowany),  sporządzony w 2011 roku w Puławach znajduje się w prywatnym archiwum dr Marii Ciesielskiej.

    „Po upadku Powstania Warszawskiego na Żoliborzu (30.09) i przejściu przez obóz w Pruszkowie, znalazłam się w transporcie ludności cywilnej, który w ciągu tygodnia przewożony był pociągiem przez Pomorze, Brandenburgię i Meklemburgię aż do Hamburga. Tu oddzielono mężczyzn, których osadzono w obozie koncentracyjnym Neuengamme, natomiast kobiety przewieziono do obozu w Ravensbrück. Mój pobyt w Ravensbrück trwał tylko 10 dni (od 9.10 do 19.10), po czym zostałam włączona do transportu więźniarek skierowanych do obozu filialnego w miejscowości Kőnigsberg In Neumark (nie mylić z Królewcem!), obecnie miejscowość Chojna, miedzy Szczecinem a Gorzowem. Obóz zakładany był na terenie dawnego letniego obozu Hitlerjugend, w sąsiedztwie koszar. Zostałyśmy umieszczone w drewnianych barakach. W obozie znajdowało się około 1000 więźniarek różnych narodowości. Zasadniczo były zatrudnione przy rozbudowie lotniska: dawne lotnisko sportowe Hitlerjugend było przebudowywane na lotnisko wojskowe. Organizowanie obozu zostało ukończone z końcem października. Znajdowały się w nim: kuchnia, szwalnia (bielizna dla żołnierzy) oraz – służba sanitarna, na którą składały się 3 osoby: pełniąca funkcję lekarza studentka V roku medycyny z Poznania – Wiesława Żurkowska oraz 2 pielęgniarki – Rosjanka Tania i Polka z Francji – Berta. Nazwisk pielęgniarek nie znam. W części jednego baraku znajdował się tzw. rewir, pełniący funkcję prowizorycznego szpitala. W tym szpitalu znalazłam się w połowie grudnia z powodu flegmony (ropowica). Możliwości leczenia były bardzo ograniczone: brak leków, narzędzi, wyposażenia. Personel starał się nadrabiać te braki własną pomysłowością i jedynymi dostępnymi zabiegami jak masaże, okłady z gorącej wody, a przede wszystkim – niezmiernie serdecznym stosunkiem do pacjentek. Celowała w tym szczególnie Rosjanka Tania.

   W drugiej połowie stycznia wyraźnie zauważalne było zbliżanie się frontu: odgłosy kanonady, przemieszczanie się wojska. 3o stycznia w obozie zjawił się zmotoryzowany oddział SS i rozkazał natychmiastową ewakuację: więźniarki ustawiono w kolumny do wymarszu pieszo. SS-mani zjawili się również przed wejściem do braku, w którym znajdował się rewir, żądając natychmiastowego wyjścia pacjentek i personelu. W drzwiach stanęła dr Żurkowska i stanowczym tonem oświadczyła po niemiecku, że chorych nie można ewakuować, co rozwścieczyło SS-manów, ale wobec jej oświadczenia, że wejdą do baraku dopiero wtedy gdy ją zastrzelą, wyraźnie zaczęli się wahać, a ponieważ jednocześnie dojechał na motocyklu goniec, który przynaglał aby przyspieszyć wymarsz, więc odstąpili od ewakuacji szpitala. Podpalili nasz barak i odjechali. Wyszłyśmy z płonącego budynku przy pomocy personelu, który pozostał z nami i kilku zdrowych więźniarek, które schroniły się w szpitalu przed ewakuacją. Po krótkim czasie nadjechał znów kolejny oddział SS, który ustawił karabin maszynowy i nas w półkole przed tym karabinem ale znów SS-mani otrzymali jakąś alarmującą wiadomość, zabrali karabin i odjechali. My- więźniarki pozostałyśmy pod opieką naszego personelu medycznego. Za 2 dni na teren obozu wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Żołnierze okazywali nam współczucie. Pani Żurkowska pertraktowała z dowództwem w sprawie ewakuacji, która nastąpiła po ok. 2 tyg. Ciężarowe samochody wojskowe jadące na wschód po zaopatrzenie, wiozły nas etapami do Polski, a z nami jechała p. Żurkowska. Jechałyśmy samochodami ciężarowymi pod plandekami z brezentu, a zima była ostra. Nabawiłam się zapalenia opłucnej, wobec czego p. Żurkowska umieściła mnie w szpitalu w Gnieźnie, zaopatrując w napisane własnoręcznie zaświadczenie o moim pobycie w obozie. Po przyjeździe do Warszawy zawiadomiła o moich losach Polski Czerwony Krzyż, dzięki czemu przed kilku laty uzyskałam wypłatę z Funduszu Polsko – Niemieckie Pojednanie.

   Później życie zaczęło płynąc tak szybko, że nie zdobyłam się na wysiłek aby odszukać p. Żurkowską i wyrazić jej moją ogromną wdzięczność i podziw za jej postawę.”


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Podobóz Chojna (Konigsberg in Neumark)

wtorek, 10 maja 2011 11:30

 

Artykuł Pana Tomasza Zgody ukazał się w :

„Gazeta Chojeńska” numer 12 z dnia 22.03.2011

http://www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=11-12&temat=5

 pt. Obóz koncentracyjny dla kobiet w Königsbergu

"Na uboczu chojeńskiego lotniska, tuż przy drodze do miasteczka, znajduje się niewielka, mocno zalesiona dolinka. Jedynie wspomnienia więzionych tam osób i najstarszych, żyjących jeszcze mieszkańców Chojny przekazują wiedzę o wydarzeniach, które miały tam miejsce ponad 65 lat temu. W 1944 r. została tam założony obóz filialny obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück. Stał się on miejscem cierpienia kilkuset kobiet z całej Europy. Wiele z nich nigdy stąd nie powróciło.

 

Powstanie obozu nierozerwalnie wiąże się z rozwojem lotniska. Przyjęcie na lotnisko w Chojnie (ówczesnym Königsbergu in der Neumark - red.) jednostek broniących nieba nad Berlinem, Szczecinem czy Policami skutkowało koniecznością jego rozbudowy. Z braku innej siły roboczej do pracy skierowano robotników przymusowych oraz więźniarki utworzonego w tym celu obozu.
Nie jest znana dokładna data otwarcia obozu, ale z pewnością funkcjonował on już w październiku 1944 r. Znajdowało się w nim ok. 500 Polek, 250 Francuzek, 50 Rosjanek oraz nieliczne przedstawicielki innych narodów. Polki zostały tu skierowane z Warszawy po upadku powstania. Francuzki przeniesiono z obozu w Torgau z powodu odmowy pracy i sabotażu. Natomiast Rosjanki miały znajdować się w obozie już w chwili przybycia innych kobiet. Podsumowując, liczba więźniarek oscylowała wokół 400-1000, jednakże podlegała stałym zmianom. Na terenie obozu prawdopodobnie byli osadzeni wcześniej jeńcy wojenni z Polski bądź Czech.

Niestety, do dziś nie można określić jednoznacznej lokalizacji obozu. W oparciu o wspomnienia więźniarek oraz plany obozu i lotniska można przypuszczać, że mógł on znajdować się w zagłębieniu terenu, obecnie zadrzewionym, między ul. Narciarską i ul. gen. Wł. Sikorskiego. Jednakże ze względu na charakter zabudowy i późniejsze użytkowanie lotniska przez wojska radzieckie, w celu jednoznacznego określenia miejsca umieszczenia obozu konieczne jest przeprowadzenie badań terenowych.
Według wspomnień więźniarek, w skład obozu wchodziło ok. 10 drewnianych baraków i barak szpitalny. Przez środek biegła nieutwardzona droga. Naprzeciw baraku szpitalnego był plac apelowy. Cały obóz otoczony był podwójnym drutem kolczastym, z których jeden był pod napięciem. Z tyłu stały lampy. Przed obozem znajdowały się zabudowania straży. Nieznany jest los tych zabudowań po wojnie.
Załoga rekrutowała się głównie z SS. W jej skład wchodzili żołnierze pilnujący kobiet na zewnątrz i nadzorczynie, których zadaniem było utrzymanie porządku wewnątrz. Obok członków SS, funkcje te pełnili także żołnierze oraz kobiety należące do Luftwaffe.
Dzień pracy rozpoczynał się pobudką o godz. 4. Wydawano kawę i następował apel. Trwał on do 5, gdy wraz ze świtem kobiety kierowano do pracy. Pracowały one przy plantowaniu lotniska, budowie dróg w okolicznych lasach i przy robotach wewnątrz obozu. Najbardziej pożądana była praca w obozie, bo umożliwiała zorganizowanie dodatkowej żywności z kuchni i przebywanie w ogrzewanych pomieszczeniach. Natomiast najcięższy był przydział do grupy budującej lotnisko, ze względu na przenikliwy, zimny wiatr na płaskowyżu i konieczność odbywania długiego marszu. Część więźniarek preferowała pracę przy wyrębie drzew w lesie, bo nie były przy niej wystawione na przenikliwy wiatr i mogły pracować w grupach.
Po pracy kobiety maszerowały w ciemności do obozu. Na miejscu był kolejny apel, po którym kobiety udawały się do baraków. Pracę wykonywano od poniedziałku do soboty wieczorem.

Warunki, w który przebywały więźniarki były zatrważające. Kobiety spały w nieogrzewanych barakach, w których jedynym źródłem ciepła był niewielki piecyk, ogrzewany drewnem. Otrzymywały jedynie trzy skąpe posiłki dziennie. Równie źle jak wyżywienie wyglądała kwestia ubioru. Z licznych wspomnień wyłania się obraz wychudzonych kobiet, ubranych w najróżniejsze ubrania cywilne oraz drewniane obuwie.
Zimno, potęgowane przez przebywanie w źle ogrzewanych barakach i pracę na płycie lotniska, niedożywienie i ciężka praca stanowiły główne przyczyny wysokiej śmiertelności. Pomimo funkcjonowania szpitala, jednocześnie mogła być leczona jedynie niewielka liczba chorych. Kobiety, które nie były w stanie pracować, kierowano do pracy wewnątrz obozu albo wywożono do obozu głównego w Ravensbrück. Zmarłe grzebano w pobliżu obozu.

Przebywanie w zatłoczonych barakach oraz opisane wyżej warunki wywoływały niesnaski między więźniarkami. Z pewnością umiejętne obsadzanie stanowisk więźniów funkcyjnych przez Niemców i granie na animozjach między przedstawicielkami wielu narodów, ułatwiało zarządzanie obozem.
Wydarzenia dotyczące życia kulturalnego i religijnego kobiet nie pozostawiły znaczących śladów we wspomnieniach. Okres Bożego Narodzenia, na który przyznano trzy dni wolnego od pracy, kobiety spędzały na wspominaniu życia poza drutami i opowiadaniach o swoich rodzinach. Podobnie trzy dni odpoczynku zostały zarządzone z okazji Nowego Roku. Upłynął on pod znakiem nerwowego oczekiwania na nadciągające oddziały radzieckie. Spodziewające się rychłego wyzwolenia kobiety życzyły sobie szybkiego powrotu do domu i końca wojny.
W nocy 31 stycznia 1945 r. w pośpiechu wycofały się ostatnie oddziały żołnierzy Luftwaffe z pobliskiego lotniska, wysadzając część obiektów. Tego samego dnia, po ucieczce straży obozowej, kobiety przejściowo odzyskały wolność. W poszukiwaniu żywności, ubrań i drewna przeszukiwały zabudowania lotniska. Jednakże już 2-3 lutego w rejon Chojny dotarły zorganizowane oddziały niemieckie, a wraz z nimi straż obozowa. Zebrała ona zdolne do poruszania się kobiety do marszu w kierunku macierzystego obozu w Ravensbrück. Liczba wysłanych kobiet nie może być dokładnie ustalona. Część zdołała uniknąć losu swych towarzyszek. Ukrywając się w zabudowaniach lotniska i w obozowym rewirze, uchroniły się przed marszem śmierci.

Obóz został wyzwolony przez wojska radzieckie 5 lutego 1945 r. Ocalałe kobiety (w liczbie ok. 138) otrzymały opiekę lekarską i zostały wywiezione ze strefy przyfrontowej przez oddziały radzieckie. "
                                                                                                                           Tomasz Zgoda

Pełna wersja artykułu wraz z bibliografią ukazała się w II tomie „Rocznika Chojeńskiego” (do nabycia w bibliotece w Chojnie). Autor prosi o kontakt osoby dysponujące informacjami o obozie lub o wydarzeniach 1945 r. w okolicy Chojny. Tel. 600 315 353, email: tomasz_zgoda@o2.pl


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Maria Wiktoria Werkenthin

sobota, 07 maja 2011 21:20

Wiktoria Maria Werkenthin urodziła się 21.02.1901 roku w Kordelówce koło Winnicy (Podole). Była trzecim dzieckiem małżeństwa Alojzy z Kimensów Werkenthin i Ottona Werkenthina[1]. Maria została ochrzczona 08.05.1901 roku przez kapłana kościoła anglikańskiego Artura J. Stevensa, w Odessie. Podobnie jak jej siostra Krystyna, a później także Anna, jako pierwsze imię nadano jej imię umiłowanej przez matkę królowej angielskiej Wiktorii[2]. Rodzina Werkenthinów przeniosła się w 1909 roku do Kijowa, gdzie Wiktoria Maria rozpoczęła naukę w Gimnazjum Św. Katarzyny dla dziewcząt parafii ewangelicko – augsburskiej. Po zamknięciu placówki naukę kontynuowała w Gimnazjum Aleksandry Duczyńskiej gdzie w 1918 roku otrzymała maturę. Wstąpiła początkowo na Wydział Budowniczy Politechniki w Kijowie, jesienią 1919 roku została przyjęta do Kijowskiego Żeńskiego Instytutu Medycznego, który w 1920 został połączony z Wydziałem Lekarskim Uniwersytetu Św. Włodzimierza w Kijowie. W lipcu 1921 roku, wraz z rodzicami i rodzeństwem nielegalnie przekraczając granicę, przyjechała do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Koszykowej 49. Immatrykulowana 16.12.1921 roku na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, została przyjęta  na 5 semestr studiów lekarskich. Z uwagi na trudności finansowe rodziców pracowała w trakcie nauki jako laborantka w pracowni analitycznej Centralnej Poradni Przeciwgruźliczej Warszawskiego Towarzystwa Przeciwgruźliczego. Dyplom doktora wszechnauk lekarskich uzyskała wiosną 1925 roku. Już w trakcie studiów rozpoczęła pracę jako wolontariuszka w I Klinice Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego prowadzonej przez prof. Antoniego Gluzińskiego. Staż specjalizacyjny pod kierunkiem dr Witolda Zawadowskiego odbyła w latach 1925-1927 w Pracowni Radiologii Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie. Zdaniem profesora Witolda Zawadowskiego Maria miała szczególne predyspozycje aby kształcić się w wówczas jeszcze „młodej” specjalności jaką była radiologia. „Posiadała niesłychanie rozwinięty zmysł obserwacyjny i świetną pamięć wzrokową; miała łatwość adaptacji wzroku do ciemności, szybką i dokładną orientację przestrzenną, wręcz zdolność widzenia stereoskopowego; szybko i trafnie chwytała szczegóły widzianego obrazu i właściwie je oceniała.”[3]

   Od 1927 roku pracowała jako lekarz radiolog w Przychodni Przeciwgruźliczej na ulicy Miodowej. W 1929 roku została kierownikiem Pracowni Radiologicznej Szpitala Wolskiego[4]. Pomimo przestarzałej aparatury oraz ciągłego braku personelu pomocniczego, a nawet przerw w dostawie prądu, prowadziła pracownię radiologiczna na najwyższym poziomie oraz  utworzyła własne archiwum radiologiczne[5]. W 1935 roku Szpital Wolski przeniesiono do nowego budynku przy ulicy Płockiej 26, gdzie warunki pracy i kształcenia były dogodniejsze.

   Dr Werkenthin rozszerzyła zakres badań wprowadzając w 1931 roku bronchografię jako rutynową metodę diagnostyczną oraz tomografie liniową.[6] Była także inicjatorką tzw. „kominków radiologicznych” – spotkań lekarzy pracujących w klinikach z diagnostami – radiologami. Uważała, że droga do trafnej diagnozy prowadzi od „łóżka chorego” przez zakłady diagnostyczne do konsylium lekarskiego, a jeśli zachodzi taka potrzeba to dalej - do stołu sekcyjnego. Sama wielokrotnie uczestniczyła w oględzinach pośmiertnych zmarłych pacjentów i badaniach histopatologicznych pobranych tkanek aby lepiej zrozumieć istotę choroby i jej związek z obrazowaniem radiologicznym. „Utarł się w Szpitalu Wolskim zwyczaj, że każdy oddział miał swoje ustalone dni i godziny prześwietleń radiologicznych. W oznaczonym terminie zjawiali się wszyscy asystenci z ordynatorem na czele, aby brać udział w konsultacjach radiologicznych. Korzyści z tych wspólnych konsultacji były ogromne, gdyż każdy choćby najmniej zaawansowany został pomimo swej woli wciągany w zakres teoretycznych i praktycznych podstaw rentgenologii. Przez stałe pytania w czasie pracy zmuszała dr Werkenthin najmniej bystrych i spostrzegawczych do napięcia uwagi i zainteresowania się chorym"[7].

   Była także od 13 grudnia 1931 roku kierownikiem Gabinetu Radiologicznego w Stacji Odmy Sztucznej przy Miodowej 23, kierowanej przez dr Wandę Stankiewicz – Trybowską. Zdolności organizacyjne dr Werkenthin sprawiły, ze udało się wyposażyć tę placówkę w nowoczesną aparaturę diagnostyczną. Pracownia radiologiczna zyskała uznanie i była prezentowana podczas V Ogólnopolskiego Zjazdu Przeciwgruźliczego w Warszawie ,w 1934 roku.[8]

   Wspólnie z doc. Zawadowskim utworzyła i prowadziła od 1934 roku prywatny gabinet radiologiczny przy ulicy Poznańskiej 17/2 w Warszawie.

   Działała w towarzystwach naukowych, była członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Badań Naukowych nad Gruźlicą oraz zastępcą prezesa Warszawskiego Koła Radiologów. Była także członkiem Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. Od 1929 roku pełniła funkcję sekretarza redakcji Polskiego Przeglądu Radiologicznego. Szkoliła lekarzy ftyzjatrów i radiologów, publikowała prace naukowe (min. w „Polskim Przeglądzie Radiologicznym”, „Gruźlicy”, „Medycynie”) oraz przygotowała rozdział w podręczniku dotyczącym radiodiagnostyki chorób płuc jak i własną publikację na ten temat [9]. Wygłaszała referaty na kongresach i zjazdach międzynarodowych min. w Paryżu (1931 r.), Sztokholmie i Zurychu (1934 r.), Chicago (1937 r.). Odbywała staże szkoleniowe u zagranicznych klinikach min. w Wiedniu u profesora G. Holzknechta (1926 r.) oraz w Londynie i Berlinie[10]. Mówiła biegle w czterech językach obcych – rosyjskim, niemieckim, angielskim i francuskim.

   Pomimo natłoku zajęć i obowiązków dr Maria Werkenthin znajdowała czas na spotkania towarzyskie, rozrywkę, podróże. Bardzo lubiła i świetnie jeździła na nartach. Była od 1938 roku właścicielką Fiata 508, którym odbywała podróże krajoznawcze po Polsce. Wyjeżdżała także za granicę min. do Libii (w 1938 roku).

   We wrześniu 1939 Szpital Wolski znalazł się na linii działań wojennych. Dr Werkenthin przeniosła się do szpitala na stałe, gdzie wykonywała niezbędne w tym czasie dla ratowania rannych zdjęcia rentgenowskie. Później, gdy stało się to niemożliwe z uwagi na brak prądu, podawała znieczulenie, asystowała do zabiegów ale także zajmowała się organizacją zaopatrzenia dla chorych. Zorganizowała wyprawę do Składnicy Sanitarnej przy ulicy Powązkowskiej celem zdobycia materiałów opatrunkowych.

   Już w pierwszych miesiącach okupacji utworzyła na terenie szpitala sklepik koleżeński z artykułami pierwszej potrzeby. Osobiście troszczyła się o zaopatrzenie oraz nierzadko sama sprzedawała w nim towary oraz udzielała kredytów najbardziej potrzebującym. W ten sposób rozdała wszystkie swoje oszczędności.

   W 1940 roku zorganizowała pracownię radioterapii dla chorych z nowotworami  płuc i pomimo zakazu władz okupacyjnych prowadziła wykłady i ćwiczenia w ramach tajnego nauczania, które zostały zapamiętane jako „jasne, precyzyjne, bogato ilustrowane w zdjęcia z własnego archiwum”[11].

   Pracownicy Szpitala Wolskiego brali udział w ratowaniu rannych żołnierzy Armii Krajowej, ukrywaniu „spalonych” konspiratorów oraz pomagali w organizacji tajnych odpraw Okręgu Warszawskiego, inspektorów i Delegatury Rządu[12]. Także dr Werkenthin uczestniczyła w działaniach ruchu oporu stawiając fałszywe rozpoznania radiologiczne więźniom Pawiaka i uzyskując tym samym zwolnienie lub przewiezienie więźnia do szpitala miejskiego.

   Kierowała ponadto akcją pomocy żydowskim lekarzom i ich rodzinom organizując dla nich schronienie po stronie aryjskiej. Pod jej opieką przebywało nierzadko w szpitalu kilkunastu Żydów.[13] Organizowała pomoc lekarską dla getta. Była także współpracownikiem Komitetu Porozumiewawczego Lekarzy Demokratów i Socjalistów[14].

   Nigdy nie zgodziła się podpisać Volkslisty. Prof. Janina Misiewicz była świadkiem rozmowy dr Werkenthin z lekarzem urzędowym dr Hagenem[15]:

- „Pani ojciec pochodził z Niemiec, czy tak?”

- „Lecz moja matka jest Angielką”

- „A pani sama?”

- „A ja jestem Polką”[16].

   Została aresztowana w dniu 09.09.1943 podczas składania wiązanki kwiatów na znajdującym się w lesie grobie, zamordowanego przez Niemców podchorążego Andrzeja Zawadowskiego[17]. Dostrzeżona przez przejeżdżający patrol żandarmerii niemieckiej, została aresztowana i przewieziona do więzienia w Łowiczu a potem na Pawiak. Podczas transportu z Pawiaka do Oświęcimia relacjonowała to zdarzenie dr Alinie Przerwie –Tetmajer: „Wpadłam przez taki drobiazg. Nigdy nie doszliby, że mam coś wspólnego z wieńcem na grobie zamordowanych. Władam niemieckim i doskonale wszystko przeinaczyłam. Cóż, kiedy w plecaku znaleźli resztki sznurka, drutu i kwiatków”[18]. Próbowano ją bezskutecznie wykupić.

   W obozie koncentracyjnym KL Auschwitz – Birkenau została zarejestrowana jako Wiktoria Werkenthin  i otrzymała numer obozowy 64514. Podczas pobytu w bloku kwarantanny zgłosiła się do pracy w ambulatorium „szpitala obozowego” jednakże zataiła swoją specjalność. Lekarze SS poszukiwali w szczególności radiologów co miało związek z prowadzonymi w obozie doświadczeniami sterylizacyjnymi za pomocą promieni rentgena. Obiecywano szczególnie dobre warunki pracy w zamian za współpracę. „Maria już przedtem słyszała o pseudomedycznych doświadczeniach z naświetlaniem promieniami Rtg. Zdecydowała się nie tylko nie ujawniać swojej specjalności, ale nawet gdyby to wynikło z akt, odmówić współpracy choćby za cenę życia”[19] Praca w ambulatorium polegała na wykonywaniu drobnych zabiegów chirurgicznych za pomocą prymitywnych narzędzi, przy ciągłym niedostatku leków, wody i środków opatrunkowych. Odbywał się tam także codzienny przegląd więźniarek starających się o przyjęcie „na rewir” szpitalny. „Praca nasza polegała na przedstawianiu lekarzowi SS setek (czasem do 300) więźniarek, które zasłabły w trakcie pracy w „aussen Kommando” – poza lagrem, i zakwalifikowaniu ich na rewir (szpital obozowy) lub wykryciu „bumelantów”, wykonywaniu opatrunków i podaniu leków w przypadkach lżejszych. (…) Maria była wspaniała. Przedstawione przez nią przypadki z reguły były uznawane za nadające się do szpitala. Dziesiątki więźniarek zamiast iść do ciężkich robót ze staniem po pas w zimnej Sole znajdowały kilkudniowe wytchnienie”[20]  Dzieliła się ze współwięźniarkami zawartością otrzymywanych paczek, roznosiła leki chorym, które nie zdołały dostać się do obozowego „szpitala”. Tragiczne warunki sanitarne oraz głód sprawiały, że i ona zaraziła się tyfusem plamistym. Dzięki wcześniejszemu szczepieniu szczepionką Weigla dr Werkenthin przeszła chorobę stosunkowo  łagodnie, jednakże pojawiły się powikłania neurologiczne - „była przygnębiona, przeżywała silny lęk, prawdopodobnie halucynowała. (…) nosiła się z zamiarem samobójstwa, mówiła o tym w gorączce”[21]. Koleżanki opiekowały się nią i by zapobiec tragedii umieściły ją i stale pilnowały w „sztubie” pisarki blokowej bloku 24 Haliny Skoniecznej[22]. Podczas wieczornego obchodu, korzystając z chwilowej nieuwagi koleżanek, Maria wybiegła z bloku w kierunku rowu i ogrodzenia obozowego. Pomimo natychmiastowej reakcji dr Aliny Przerwy – Tetmajer, która krzyczała aby nie strzelano -  strażnik pełniący służbę na wieżyczce obserwacyjnej oddał kilka celnych strzałów. Dr Werkenthin została trafiona w klatkę piersiową. Zdążyła jeszcze dobiec do ogrodzenia i chwycić za nie[23].

   W uznaniu zasług za wkład w wojnę obronną 1939 roku została odznaczona przez wysłannika Prezydenta Starzyńskiego Krzyżem Walecznych. Pośmiertnie, w dniu 17.12.1947, została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

   Symboliczny grób dr Werkenthin znajduje się na Cmentarzu Ewangelicko – Augsburskim przy ulicy Młynarskiej w Warszawie.

                                            Opracowała dr Maria Ciesielska

 

 

 

 

 

Źródła:

  1. 1.      Maria Janina Niżnikowska – Marks „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.243 - 253
  2. 2.      Alina Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem wydawnictwa „Czytelnik”, s.250-254
  3. 3.      J. Misiewicz „W Szpitalu Wolskim podczas Powstania.” w „Okupacja i medycyna” – „Przegląd Lekarski – Oświęcim”, 1971, s. 250
  4. 4.      J. Misiewicz „Dr Maria Werkenthin.” Pol. Tyg. Lek, 1946, 1, 24, 745 – 748
  5. 5.      J. Misiewicz „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Gruźlica, 1947, 15, 1, 7 – 11.
  6. 6.      W. Zawadowski „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Pol. Przegl. Radiol.,1950, 15, 1- 4,3 – 11
  7. 7.      K. Królikowski „Kijów Marii Werkenthin” – Muzeum Powstania Warszawskiego, 2011.
  8. 8.      J. Kowalczykowa „Dr Maria Werkenthin.” w: „Sylwetki niektórych zmarłych polskich lekarzy i pracowników służby zdrowia zasłużonych w niesieniu pomocy więźniom Oświęcimia.”  Przegląd Lekarski – Oświęcim, 1961, nr 1a s.82 – 83.
  9. 9.      Spis zmarłych Polek APMA-B Mat Ro t.10

10.  J. Komenda „Lager Brzezinka” Warszawa 1986 nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, s.80

11.  L. Wanat „Za murami Pawiaka” 1985 nakładem wydawnictwa „Książka i Wiedza”, s.111 – 115

12.  K. Oniszh „Dr Maria Wiktoria Werkenthin - wspomnienie w 65 rocznicę śmierci.” Pnemonol. Alergol. Pol. 2009; 77: 565 – 568

13.  T. M. Zielonka „Pamięć o dr Werkenthin.” Pnemonol. Alergol. Pol. 2009; 77: 569 - 570

14.  W. S. Trybowski „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Album Radiologów Polskich.

15.  Z. Kossak „Z otchłani.” Warszawa 2004, 2009 nakładem wydawnictwa „Książka i Wiedza” s. 15, 208, 218

16.  Oświadczenie byłej więźniarki Haliny Włodarskiej (nr obozowy 37625) APMA-B Oświadczenia t.104, s.7

17.  H. Witaszek „Z rewiru kobiecego Brzezinki w latach 1943 1945” Przegląd Lekarski – Oświęcim, 1986, nr 1, s.172.

 



[1]Otton Werkenthin (1864 – 1925) był synem inż. Ernesta Filipa Werkenthin, który przybył z Drezna do Polski i objął stanowisko dyrektora Gazowni Warszawskiej. Poślubił Krystynę Trau - ewangeliczkę, pochodzącą z Niemiec.   Alojza Maria Kimens była córką Ryszarda Edwarda Kimensa, pochodzącego  z Anglii pioniera przemysłu cukrowniczego na ziemiach polskich. Alojza Werkenthin wychowywała dzieci w religii anglikańskiej. Zmarła wkrótce po wojnie w Szpitalu Wolskim.

[2] Starsza siostra Wiktoria  Krystyna, pracownik naukowy Instytutu Cukrownictwa w Warszawie, zginęła w trakcie Powstania Warszawskiego pod gruzami domu przy ulicy Wspólnej 15 (1898 – 1944). Młodsza siostra Wiktoria Anna, lekarz, chorowała na gruźlicę i  zmarła przed wybuchem wojny (1903 – 1926). Najstarszy brat – Konrad został prawdopodobnie zamordowany przez Niemców w Szpitalu Psychiatrycznym. (Ustalono na podstawie relacji Witolda Stefana Trybowskiego, syna chrzestnego dr Werkenthin).

[3] Witold Zawadowski „Dr Maria Werkenthin (1901-1944) w Pol. Przegl. Radiol.,1950, 15,1-4,3-11

[4] Szpital Wolski zajmował początkowo gmach Fundacji Staszica i liczył 200 łóżek szpitalnych. Oddziały chorób wewnętrznych prowadzili wówczas wybitni profesorowie Kazimierz Dąbrowski i Anastazy Landau.

[5] W 1937 roku, w trakcie pobytu na kongresie w Chicago, jeden z autorów zagranicznych prosił dr Werkenthin o użyczenie  radiogramów do przygotowywanego przez siebie podręcznika radiodiagnostyki płuc. Zebrane i opatrzone komentarzami dr Werkenthin radiogramy przetrwały wojnę.

[6] J. Misiewicz „Dr Maria Werkenthin (1901 – 1944)” w: „Gruźlica” 1947, 15,1,7 - 11

[7] Z. Woźniewski „Historia Szpitala Wolskiego w Warszawie 1877 – 1944.” Warszawa 1991,wydanie I w formie reprintu, s.36

[8] M. Skokowska – Rudolf: ”Pamiętnik V Ogólnopolskiego Zjazdu Przeciwgruźliczego” Polski Związek Przeciwgruźliczy, Warszawa, 1934, 350-351

[9] Niestety oryginalne rękopisy spłonęły podczas Powstania Warszawskiego.

[10] Prof. G. Holzknecht, wybitny radiolog o międzynarodowej sławie uważał dr Werkenthin za najzdolniejszego lekarza z jakim pracował.

[11] M. Gepner – Woźniewska „Tajne nauczanie medycyny w Szpitalu Wolskim w czasie okupacji 1939 – 1944.” w „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.39 – 52.

 

[12] W jednej z narad Delegatury Rządu, która odbyła się w gabinecie dr Werkenthin, brała ona osobisty udział.

[13] J. Lubicz – Chojnowski „Działalność konspiracyjna w Szpitalu Wolskim.” w „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.34 – 35.

[14] W. Bartoszewski, Z. Lewinówna ”Ten jest z Ojczyzny mojej” Warszawa 2007, nakładem wydawnictwa „Świat Książki” s.130

[15] Dr Wilhelm Hagen, po wojnie profesor medycyny, była lekarzem urzędowym Warszawy (Amtsarzt). Jakkolwiek zgadzał się na eksploatację ludności polskiej w przemysle wojennym III Rzeszy to równocześnie starał się zwalczać epidemie, bronił dzieci Zamojszczyzny oraz pisał protestacyjne memoriały, co spowodowało wysłanie go 28.02.1943 r. na front wschodni.

[16] J. Misiewicz ; „Dr Maria Werkenthin”  w: Pol. Tyg. Lek., 1946,1,24,745-748

[17] Podharcmistrz i podchorąży AK Andrzej Zawadowski, PS. „Gruby” był dowódcą plutonu „Sad”. Został zastrzelony podczas akcji wysadzania mostu kolejowego pod Czarnocinem w dniu 06.06.1943r wraz z kolegą F. Pendelskim.  Andrzej Zawadowski był synem prof. W. Zawadowskiego.

[18] A. Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.251

[19] Ibidem s.251

[20] ibidem s.252

[21] Z. Ryn i S. Kłodziński: ”Z problematyki samobójstw w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.”  Przegląd Lekarski – Oświęcim, Nr 1, 1976 s.29

[22] „Sztuba” – wydzielone, niewielkie pomieszczenie, tu przeznaczone dla więźniarki „funkcyjnej” sporządzającej dzienne raporty dotyczące stanu osobowego bloku.

[23] Alina Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem wydawnictwa „Czytelnik”, s.253.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Maria Wiktoria Werkenthin Program Obchodów 110 rocznicy urodzin.

czwartek, 28 kwietnia 2011 16:38

Program Obchodów 110 rocznicy urodzin dr Marii Werkerthin.

Pod patronatem : Prezesów Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, Krajowego Konsultanta ds. Radiologii i Diagnostyki Obrazowej.

 

Uroczyste otwarcie obchodów - 27 kwietnia 2011 g.12;00 sala im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego Muzeum Powstania Warszawskiego , ul. Grzybowska 79

1.Otwarcie.

2. prof. Wacław Zawadowski – „O dr Marii Werkenthin – wspomnienie osobiste”  (10 min)

3. lek. Krzysztof Królikowski – „Kijów Marii Werkenthin”  (10 min)

4. dr Karina Oniszh -   „Wspomnienie dr Marii Wiktorii Werkenthin w 110 rocznicę urodzin” (10 min)

5. lek. Maria Ciesielska – „Wiktoria Maria Werkenthin - więźniarka numer 64514” (10 min)

6. Konferencja prasowa.

Spotkanie Sekcji Historycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego - 29 kwietnia – godz. 11;00 Klub Lekarza ul. Raszyńska 54

 

Wspomnienie o dr Werkenthin wygłosi  lek. Krzysztof Królikowski

 

Nabożeństwo wspomnieniowe w kościele św. Trójcy w Warszawie - 8 maja -  godz. 10;30                          pl. S. Małachowskiego 3 , Kościół Ewangelicko-Augsburski Św. Trójcy

 

 

Modlitwa i złożenie kwiatów na grobie dr Werkenthin - 9 maja- g.12;00 Cmentarz Ewangelicko Augsburski w Warszawie ul. Młynarska 54/58

Uroczyste posiedzenie naukowe w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc - 25 maja g.12;00  Sala WHO , Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc ul. Płocka 26

 

Wykłady:

  1. prof. Wacław Zawadowski – „ Wspomnienie o dr Werkenthin”
  2. dr Witold Stefan Trybowski – „Wspomnienie o dr Werkenthin”

       3.    lek. Krzysztof Królikowski – „Przyczynek do biografii Marii Werkenthin”

       4.    dr Karina Oniszh  - „Dorobek naukowy dr Werkenthin”

       5.    lek. Maria Ciesielska – „Wiktoria Maria Werkenthin - więźniarka numer 64514”

6. Uroczyste odsłonięcie tablicy w Zakładzie Radiologii im. Dr Marii Werkenthin


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

niedziela, 28 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  150 119  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Maria Ciesielska, z zawodu lekarz, z zamiłowania badacz, poszukiwacz i szperacz. Czasami tłumacz. Kontakt: maryludek@wp.pl

O moim bloogu

Bloog o zacięciu poznawczym.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 150119

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl