Bloog Wirtualna Polska
Są 1 228 952 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Muzeum - Obozu Zagłady w Sobiborze (SS-Sonderkommando Sobibór) - Kopiec z prochami.

środa, 09 grudnia 2009 8:50


Kopiec z prochami zgazowanych w Sobiborze. Ale w rzeczywistości to 250 tysięcy osób ma tu swój grób. Także Micha Spira.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Karl Frenzel

wtorek, 08 grudnia 2009 15:04
    Maria Ciesielska

Witryna internetowa holocaustdenialvideos.com zamieściła niedawno artykuł dotyczący wspomnień byłego więźnia obozu zagłady w Sobiborze - Thomasa Blatta. Artykuł oczywiście krytyczny, co nie dziwi zważywszy na charakter owej witryny. Martwi mnie jednak zupełny brak możliwości polemiki. Nie wiadomo też kto jest autorem tych pseudonaukowych wypocin. Dlatego pozwalam sobie na komentarz w tym miejscu (zamierzam się tez podpisać i oczekuję uwag).

W grudniu 1977 roku Thomas Blatt opublikował fragmenty wspomnień w czasopiśmie „Santa Barbara News&Review'. Blatt opisuje w nich swój pobyt w obozie w Sobiborze, ucieczkę oraz okres do wyzwolenia w 1944 roku.  Noszą one tytuł „No time for tears".

Nieznany autor artykułu umieścił ich pełną fotokopię na wyżej wspomnianej witrynie. Wspomnienia opatrzył dodatkowo swoimi niezbyt profesjonalnymi komentarzami. Łatwo jest się zorientować, że  szczerej chęci negacji towarzyszy niedouczenie i skąpa wiedza historyczna. Zwłaszcza ta, która dotyczy sytuacji na ziemiach okupowanych w 1944 roku. W każdym swoim wymiarze, także polsko-żydowskim.

Szczególnie żałosne wydało mi się jednak dedykowanie tegoż projektu  sobiborskiemu oprawcy Karlowi Frenzlowi. Autor wzdycha w dedykacji nad smutnym losem samego esesmana jak i jego pokrzywdzonych członków rodziny. Pisze: „Projekt ten jest dedykowany Karlowi Frenzlowi, jego piątce dzieci, którym zabrano ojca i jego żonie, która zmarła z powodu powikłań po napaści na nią sowieckiego żołnierza."

Cóż, widać nędzna kreatura zasługuje jedynie na nędzne dedykacje.

Karl Frenzel zastrzelił 42 więźniów i współpracował przy zagazowaniu 250 tysięcy. Wyrokiem niemieckiego sądu w Hadze został skazany 20 października 1965 roku na karę dożywocia. Po apelacji, wyrok utrzymano decyzją sądu z 4 października 1985 roku. Niemniej jednak Frenzel do więzienia nie wrócił. Został zwolniony z odbywania kary z uwagi na zły stan zdrowia. (Sad Okręgowy, Hagen, 10 Styczeń 1990 (45 Js-27/61-ll-S. 14 u 15)

Frenzel wrócił do domu w Gorben-auf-der-Horst.

Do domu nie wróciła nigdy Micha Spira. Wyszła do szkoły w swoim szkolnym mundurku z książkami po pachą. Ale kto by się przejmował jakąś tam szesnastoletnią Michą - Żydówką. Przecież w tych czasach zdarzało się tak niemal codziennie. A Micha nie miała po prostu szczęścia. Ktoś na nią doniósł i prosto ze szkoły trafiła do wagonów jadących do Sobiboru.

W Sobiborze pracowała jako szwaczka cerując odzież i robiąc na drutach wełniane skarpety.

W trakcie zbiorowej ucieczki z obozu została zastrzelona, jak twierdzą świadkowie, przez Frenzla. Do domu nie wróciła. Jej dedykuję moją pracę.

 

   Karl August Frenzel, z zawodu stolarz, urodził się 28 sierpnia 1911 roku w Zehdenick/Havel w Niemczech. Do NSDAP wstąpił w 1 sierpnia 1930 roku (nr. leg. 334948). Wybrany w 1939 roku do pracy w programie T4 (eutanazji chorych umysłowo). Szkolił się kolejno w ośrodkach w Grafeneck, Bernburgu i Hadamarze jako tzw. „spalacz" („Brenner"), czyli osoba odpowiedzialna za kremację zwłok.

Wiosną 1942 roku otrzymał w sztabie T4 w Berlinie, rozkaz przeniesienia do Sonderkommando-Sobibór we wschodniej Polsce. W Sobiborze zameldował się 28 kwietnia 1942 roku. W obozie był odpowiedzialny za tak zwany „Lager 1" czyli część gdzie znajdowały się baraki więźniów. Był także pomysłodawcą utworzenia „Drogi do nieba" osłoniętego gałęziami przejścia, prowadzącego z miejsca gdzie ofiary rozbierały się wprost do komór gazowych. zwykle otoczonego przez ukraińskich wachmanów, którzy pejczami poganiali nagie ofiary. Pomagało to utrzymać porządek i zapobiegało niepotrzebnym wybuchom niezadowolenia. Ot, taka niemiecka modernizacja.

Jest wiele świadectw, wspomnień i zeznań sądowych związanych z działalnością Frenzla w obozie. Można się z nich dowiedzieć, że często bywał także na rampie. Lubił wybierać sobie nowe osoby do pracy, na przykład putzerów do czyszczenia obuwia albo chłopców do podawania posiłków w kantynie.

14 października 1943, kiedy więźniowie wzniecili bunt i doszło do zbiorowej ucieczki,  spóźnił się na popołudniowy apel ponieważ brał kąpiel. Także na niego, gdzieś w ukryciu czekał z siekierą, przez całą godzinę, jeden z organizatorów powstania. Może gdyby udało sie zabić Frenzla, żyłaby Micha Spira i jej koleżanki.

Po likwidacji obozu w Sobiborze został odesłany razem z Wirthem do Fiume i Triestu gdzie mieli rozprawić się z tamtejsza partyzantką. Przebrany został w mundur policjanta ale nadal pozostawał pod rozkazami kierującego „akcją Reinhard" Globocnika. Pomimo usilnych starań aby posyłać byłych członków personelu obozów zagłady w najniebezpieczniejsze rejony, wielu z nich dożyło końca wojny.

SS-Obercharfuhrer Karl Frenzel zdążył nawet przyjąć odznaczenie - krzyż za zasługi II klasy. W 1945 roku trafił do amerykańskiej niewoli. Niestety na krótko.

Poszukiwany przez 13 lat, został ujęty 22 marca 1962 roku w czasie pracy. (Po wojnie pracował jako technik oświetlenia w teatrze.)

 

W 1983 roku, były więzień obozu w Sobiborze, Thomas Blatt otrzymał zgodę na trzygodzinny wywiad z byłym SS-Oberscharführerem Karlem Frenzlem, mężczyzną, który przed czterdziestu laty wybrał go do pracy w Sobiborze i który wysłał do komór gazowych całą jego rodzinę.

Poniżej znajdują się fragmenty tego wywiadu opublikowanego min. w miesięczniku Stern („Der Zeuge und Sein Murder", Stern, No. 13, 22 marca, 1984). Poniższe fragmenty pochodzą z witryny internetowej

http://www.muzeum.wlodawa.metronet.pl/index_sobibor.htm

 

 „Czy Pan mnie pamięta?"

„Niezbyt dokładnie" odpowiedział, „Był Pan wtedy małym chłopcem... "

Dość niewinna odpowiedź... Przez jeden szalony ułamek sekundy mogłem sobie prawie wyobrazić, że to nie było tym, czym naprawdę było. Mogliśmy być jak spotykający się po wielu latach wujek i siostrzeniec. Tak, były w nas nawet pewne podobieństwa. Poza jego głębokimi zakolami, podwójnym podbródkiem i pokaźnym brzuszkiem (on miał 73 lata a ja 56), obaj mieliśmy rumianą cerę, bardzo jasną skórę, niebieskie oczy i włosy, kiedyś rudawe, teraz siwiejące. Poza tym obaj mieliśmy wydatne nosy o bardzo zupełnie zbliżonych kształtach. Było zupełnie prawdopodobne, że może mnie nie pamiętać. Czym ja dla niego byłem?... Ale ja go pamiętam. I nigdy nie zapomnę. Nie mogę zapomnieć. Co noc pojawiają się koszmarne sny i przypominają.

„Siedzi Pan tutaj i pije piwo. Uśmiecha się Pan. Można Pana wziąć za zwyczajnego sąsiada z naprzeciwka. Ale Pan nie jest zwyczajny, Pan nie jest taki jak inni. Jest Pan Karlem Frenzlem, SS-Oberscharführerem. Był Pan trzecim z kolei dowódcą Sobiboru, obozu Zagłady. Był Pan komendantem Lagru I. Może Pan mnie nie pamięta, ale ja pamiętam Pana."

Drżałem patrząc na niego. „To był dylemat" powiedziałem, ale zdecydowałem się przyjść. To pierwszy przypadek, o ile mi wiadomo z literatury dotyczącej II wojny światowej, kiedy oskarżony rozmawia prywatnie poza sadem, twarzą w twarz z ofiarą. Czuję, że to jest ważne. Powiedziałem, że kwestie moralne i swoje uczucia odłożyłem na bok, a do niego podchodzę obiektywnie, po prostu jako historyk Sobiboru.

Wiedziałem, dlaczego chciałem z nim rozmawiać. Jako człowiek, który poświęcił się pamięci Sobiboru i jako konsekwentny badacz Sobiboru, czułem, że wiedza na temat obozu miała wiele luk i ciągle jeszcze wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. Frenzel, jako były znaczący członek załogi obozu śmierci, (jeden z niewielu jeszcze żyjących) mógł przekazać mi wiele istotnych szczegółów dotyczących funkcjonowania obozu oraz samego powstania, szczegółów znanych tylko SS. Mógłbym poznać pogląd Niemca na te wydarzenia i rozstrzygać kilka zagadkowych kwestii dotyczących obozu. Ale dlaczego on chciał rozmawiać ze mną? Otwarcie zapytałem, dlaczego zgodził się na rozmowę ze mną. Odpowiedział, że chciał mnie osobiści przeprosić. Nie mógłby tego zrobić w sali sądowej. „Nie winię Pana ani innych świadków," powiedział. „I muszę szczerze powiedzieć, że żal mi było Pana i wszystkich tych świadków... Wracanie po tylu latach do tych wspomnień i te naciski w sądzie... w sądzie naciskali was i tłamsili."

Ujął to bardzo delikatnie. Strategia przyjęta przez obronę polegała głównie na dyskredytowaniu zeznań świadków poprzez zadawanie im idiotycznych pytań. W moim przypadku, na przykład, „Jak wysokie było drzewo koło baraku?" albo „Czy kij, którym Frenzel bił Pana ojca był okrągły? Ile miał centymetrów?" Obca osoba na sali sądowej mogłaby pomyśleć, że to ja byłem oskarżonym a nie ofiarą .

Teraz, rozmawiając z Frenzlem przy tym samym stole, prywatnie, w hotelowym lobby znowu przeżywałem konflikt moralny. Z jednej strony moje spotkanie z nim mogło być interpretowane jako profanowanie i obrażanie pamięci zmarłych - a nawet jako wybaczenie. Wiedziałem, że wielu z moich ocalałych towarzyszy wytknie mnie oskarżycielskim palcem. Mimo to chciałem z nim porozmawiać. Wiedziałem, że będę żałował, jeżeli to zrobię. Wiedziałem też, że jeżeli tego nie zrobię, będę żałował jeszcze bardziej. Mija czas. Ja odejdę, odejdą moi towarzysze, odejdzie Frenzel. A to, co jest zapisane, będzie stanowiło historyczny zapis dla przyszłych pokoleń. Tłumaczyłem targające mną sprzeczne emocje.

„Miałem wtedy 15 lat. Przeżyłem, ponieważ wybrał mnie Pan na chłopca do czyszczenia butów. Ale mój ojciec, moja matka i mój brat, oraz 200 innych Żydów z Izbicy, których poprowadził Pan do komór gazowych, nie przeżyło."

,,To było straszne, bardzo straszne. Tylko to mogę Panu powiedzieć - ze łzami w oczach," kontynuował spokojnym, równym głosem, „że sprawia mi to straszną przykrość nie tylko teraz. Sprawiało mi to przykrość również wtedy... Nie wie Pan, co się działo się w nas i nie rozumie Pan okoliczności, w jakich się wtedy znajdowaliśmy."

Słyszałem go, ale emocjonalnie nic do mnie nie dochodziło. Mój umysł funkcjonował tylko na poziomie intelektu, koncentrując się na danych i porównując to, co powiedział, z faktami. A fakty były następujące: SS-Oberscharführer Frenzel spełniał swoje „obowiązki". Sumienny, skrupulatny i sprawny urzędnik, prowadzący napływające transporty Żydów do komór gazowych. Niewolniczych pracowników obdzielał wściekłym biciem za powolność czy inne jego zdaniem naruszenie przepisów. Osobiście prowadził na miejsce egzekucji tych, którzy zachorowali, albo zostali złapani na „przestępstwach ", jak na przykład wzięcie żywności z bagażu przyjeżdżających na śmierć Żydów. Czy teraz prosił mnie o zrozumienie i współczucie dla swoich cierpień? Aby móc przeprowadzić z nim wywiad wyłączyłem wszystkie swoje uczucia, tak samo jak ponad 40 lat temu w Sobiborze, gdy nie czułem nic, gdy mordowano rodziców i brata. Gdybym wtedy pozwolił sobie na uczucia, to załamałbym się. I zginąłbym.

Teraz byłem obiektywnym historykiem i chciałem wiedzieć, co on czuł w tych latach. Powiedziałem, „Frenzel, chciałbym wiedzieć, co Pan wtedy czuł... Był Pan antysemitą z przekonania czy robił to, ponieważ taki otrzymał Pan rozkaz? Chciałbym wiedzieć, czy będąc tam, wierzył Pan, że to, co Pan robił było dobre?"

Nastąpiła chwila ciszy. Nie zdawałem sobie sprawy, w jak kłopotliwej sytuacji go postawiłem. Gdyby odpowiedział na to pytanie przecząco, przedstawiłby siebie jako moralnie niedorozwiniętego hitlerowca. Gdyby odpowiedział twierdząco, przedstawiłby siebie się jako moralnie niedorozwiniętą istotę ludzką.

„Nie", powiedział cicho i jednostajnie, „ale byliśmy na służbie musieliśmy wypełnić swoje obowiązki. Dla nas było to tez bardzo trudne." Nie skomentowałem tego porównania tylko zapytałem, dlaczego wstąpił do Partii Nazistowskiej. Spojrzał na mnie w osłupieniu, jakbym zadał mu jakieś głupie pytanie, i odpowiedział. „Ponieważ było bezrobocie!" Tak jakby było to zrozumiałe samo przez się. Powiedział, że jego pierwsza dziewczyna była Żydówką Byli razem przez dwa lata, ale rozstali się, kiedy jej ojciec, będący wydawcą Vorwärts gazety socjaldemokratów, odkrył, że Frenzel był członkiem partii nazistowskiej. W 1934 roku wyemigrowała z rodziną do Ameryki.

„Był Pan członkiem Partii Nazistowskiej od 1930 roku," powiedziałem. „Dlaczego teraz zmienił Pan swoje przekonania?" „Nie, nie zmieniłem ich dopiero teraz," odpowiedział. „Za to, co zrobili w czasie wojny przekląłem hitlerowców i wszystkich ich przywódców już w 1945 roku. Od 1945 roku nie interesuję się już polityką." Pomyślałem, że zmiana ta nastąpiła, kiedy Niemcy przegrali wojnę, ale nic nie powiedziałem. Po wojnie Frenzel żył sobie spokojnie jak każdy inny, szanowany obywatel. Po śmierci żony sam zajmował się pięciorgiem dzieci. W 1962 roku został aresztowany  we Frankfurcie, gdzie pracował jako oświetleniowiec sceny. W pracy, podczas przerwy, gdy Frenzel spokojnie pił sobie piwo, podeszli do niego oficerowie policji i zapytali czy nazywa się Frenzel i czy kiedykolwiek był w Sobiborze. Frenzel przyznał się, że był w Sobiborze.

„Frenzel, ilu Żydów zostało zagazowanych w Sobiborze? Mówi się, że ponad pół miliona. Czy to poprawna liczba? „Odpowiedział: „Nie. Uważam, że nie więcej niż 160.000." „Ale dokumenty kolejowe pokazują 250,000. Dodatkowo wielu Żydów przybyło do Sobiboru ciężarówkami, furmankami oraz pieszo," powiedziałem. „Czy jest Pan wierzący?", zapytałem. „Czy chodzi Pan do kościoła?" Odpowiedział: „Tak, bardzo często." Potem zapytałem: „Czy Pana przekonania religijne i aktywność polityczna nie stały nigdy w konflikcie?"

„Nie. Byliśmy Niemieckimi Chrześcijanami (wspierany przez hitlerowców odłam Kościoła Ewangelickiego). Wszystkie moje dzieci są ochrzczone, tak jak ja. Mój brat studiował teologię. Moja żona i ja, nie w każdą niedzielę, z powodu dzieci, ale, w co drugą albo, co trzecią, zawsze chodziliśmy do kościoła. "

„I jako Chrześcijanin nie ma Pan żadnych problemów ze swoją przeszłością?" Odpowiedział natychmiast, „Nie mam nic do ukrycia Żałuję, że byłem wmieszany w ten bałagan." „Ale w Sobiborze nie myślał Pan o tym, że Pan zabije, dociskałem. Odpowiedział, „Nie wiedzieliśmy, dokąd jedziemy dopóki nie przybyliśmy na miejsce. Powiedziano nam, że mamy być strażnikami w obozie koncentracyjnym. Musiałem wypełnić swój obowiązek".

„Czy Pana zadaniem była eksterminacja Żydów?" Spojrzał mi prosto w oczy. „Przez 16 lat byłem w więzieniu i miałem aż za dużo czasu, aby przemyśleć, co było złe, a co było dobre i doszedłem do wniosku, że to, co przytrafiło się Żydom w tych czasach było złe. Przez wszystkie te lata śniło mi się to po nocach."

Słuchałem tego jakby z jakiegoś oddalenia. Zapytałem o jego rodzinę, wiedziałem, że miał dwóch braci. Jeden z nich studiował teologie i miał być pastorem. Co oni wiedzieli? „Obaj zostali zabici w czasie wojny, ale moja siostra przeżyła," odpowiedział. Zapytałem: „A co teraz z Pana dziećmi. Czy one wiedzą? I co o tym myślą?" Odpowiedział: „Naturalnie myślały o Sobiborze. Wiedzą, że to było zbrodnia. Mówią, „Ojcze, ty też byłeś częścią tej zbrodni" - i ja im to wyjaśniam. Ale są ze mną i nie odrzucają mnie. Chciały wiedzieć wszystko o Sobiborze. Zostałem tam wysłany rozkazem. Nie należałem do SS. W Sobiborze było tylko siedmiu członków SS. Reszta to byli cywile w mundurach SS."

Zapytałem, dlaczego nie poprosił o przeniesienie, skoro nie był gorliwym hitlerowcem. Powiedział, że chciał. Błagał swojego brata o wyciągnięcie go z Sobiboru.

„Faktem jest," powiedziałem, „że był przypadek, kiedy SS-man po prostu poprosił o przeniesienie i otrzymał je. Nie zabito go." Frenzel nie odpowiedział.

Do pokoju wszedł pracownik hotelu. Napełnił pustą szklankę Frenzla piwem i wyszedł. Znowu zostaliśmy sami. Miałem tyle pytań do Frenzla. Jako ten, który ocalał, często zastanawiałem się, co hitlerowcy myśleli o filmie Holocaust. Czy on oglądał ten film? Zaprzeczył głową. Czy uważa, ze film albo dokument jest wstanie pokazać jak to było? „Nie", powiedział, „rzeczywistość była o wiele gorsza", to było tak straszne, ze nie da się tego opisać."

Przed oczami, chociaż wcale tego nie chciałem, pojawiły mi się sceny z obozu: mój przyjaciel Leon, na rozkaz Frenzla systematycznie i powoli bity aż do ostatniego, śmiertelnego uderzenia - koszmar przymusowego oglądania jego agonii. Jeszcze jedna scena przemknęła przez mój umysł. Stałem słysząc stłumione krzyki dochodzące z komór gazowych.... i wiedziałem, że w straszliwych męczarniach umierają mężczyźni, kobiety i dzieci. Nadzy. A ja pracowałem sortując ich ubrania. Usiłowałem zachować obojętny ton osoby przeprowadzającej wywiad, ale mój głos drżał.

„Frenzel," powiedziałem, „w Sobiborze zabito dziesiątki tysięcy dzieci, a Pan miał dzieci w tym czasie. Widziałem ich zdjęcia. Czy kiedy widział Pan małe dzieci - pięcioletnie, roczne, czy niemowlęta posyłane na śmierć, czy miało to dla Pana jakieś znaczenie, czy zastanawiał się Pan nad tym, czy robiło to na Panu jakieś wrażenie? Pan też miał dzieci?" Zrozumiał to inaczej niż miałem na myśli. Powiedział urażony, z cieniem złości w głosie, że nigdy nie zabił dzieci, chociaż jeden ze świadków oskarżał go o to. W głosie Frenzla, do tej pory spokojnym, pełnym cierpliwości i samokontroli, pojawiły się nagle emocje. „Chcę, aby Pan wiedział," powiedział, a w jego głosie dało się słyszeć oburzenie, „że w obozie była 10-letnia dziewczynka z matką i Wagner chciał je posłać do komory gazowej, a ja postarałem się by zostały". Na chwile się zatrzymał, „Dlatego sprawia mi ogromną przykrość, że jestem oskarżony o zabijanie dzieci". Najwyraźniej dla Frenzla wysyłanie dzieci do komór gazowych to nie jest „zabijanie". Strzelał i gazował ktoś inny.

Frenzel kontynuował, jakby wyczuwając moje uczucia. „Potępiam to, co zdarzyło się Żydom... Rozumiem, że nigdy Pan tego nie zapomni. Ja również. Śniło mi się to przez 16 lat, które spędziłem w więzieniu. Śni mi się to tak samo jak Panu." Chyba nie porównywał swoich koszmarów z moimi? Może mówił o dręczącym go sumieniu?

Frenzel trafił do Sobiboru z Hadamaru, szpitala psychiatrycznego w Niemczech, gdzie w ramach programu eutanazji gazowano chorych psychicznie Niemców. Wspomniałem o Hadamarze i zapytałem jak się czuł zabijając Niemców. W jego głosie zabrzmiała złość. Skończyła się taśma. Nie chcąc narazić wywiadu na niebezpieczeństwo zrezygnowałem z domagania się odpowiedzi od Frenzla.

Postanowiłem wycofać się z pytań osobistych. Zapytałem czy pamiętał Berlinera (Berliner był Oberkapo, zabitym przez Żydów za okrucieństwo wobec współwięźniów). Chciałem wiedzieć, czy prawdą jest, że wyraził zgodę na to, aby Żydzi zabili Berlinera. Pochylił się na krześle. „Tak," odpowiedział tonem głosu mającym oznaczać, że powierza mi sekret obdarza mnie pełnym zaufaniem, „kiedy dobrze się nad tym zastanowię, to tak było. Mój Kapo, Benio z Bahnhofskommando opowiedział mi o Berlinerze i po zastanowieniu się, powiedziałem „Stłuczcie go na śmierć", albo coś w tym stylu. Powiedział to głosem przerażająco niedbałym, jakby mówił o pozbyciu się zgniłych ziemniaków. Tak naprawdę nie zrobił tego, dlatego, że był po stronie więźniów, zrobił to, bo wściekł się na Berlinera, który ominął go jako komendanta tego sektoru, zdradzając próbę ucieczki więźniów i zameldował o tym bezpośrednio SS-Oberscharführerowi Wagnerowi.

Zapytałem go o Cukermana którego skatował pejczem, jego ciało leżało potem w kałuży krwi. Tak, Frenzel pamiętał. To był kucharz. Rzekomo zaginęło kilka kilo końskiego mięsa i Frenzel go za to pobił. „Później mięso się znalazło i syn Cukremana powiedział „Mój ojciec nic nie zrobił, to ja wziąłem mięso." Więc ukarałem go również karą chłosty i dostał 25 batów. Chcę żeby Pan wiedział, że zawsze byłem sprawiedliwy i uczciwy. Nigdy nie karałem o ile nie zrobili czegoś złego." Nie skomentowałem tego, ale pomyślałem, te nie zawsze był taki łagodny. Jeden z ocalałych zeznał w sądzie, że Frenzel złapał jego 15-letniego przyjaciela na kradzieży puszki sardynek i z miejsca zaprowadził go do krematorium, gdzie chłopca zastrzelono.

Miałem jeszcze jedno ważne pytanie. Co przytrafiło się Żydom holenderskim? Natychmiast wiedział, o co mi chodzi. Odpowiedział szybko i konkretnie, jak znawca rzeczy: „Kapo Porzycki powiedział mi, że holenderscy Żydzi organizują ucieczkę. Informację tę przekazałem zastępcy komendanta, SS-Hauptscharführerowi Niemannowi, a ten rozkazał egzekucję 72 Żydów." Frenzel zapomniał dodać, że to on sam prowadził ich na śmierć. Jego zachowanie wskazywało teraz na większą siłę, a w głosie można było wyczuć zadowolenie z siebie i dumę z dobrze wykonanej pracy.

„Co sądzi Pan, o egzekucji powstania?", zapytałem z ciekawości. Nie doczekałem się potwierdzenia ani pochwały. Zamiast tego Frenzel zadał mi pytanie: Czy wiem jak długo trwało powstanie? „Piętnaście minut," odpowiedziałem. Zgodził się. Pokiwał twierdząco głową. „Ale nasze działania trwały cale popołudnie" kontynuowałem, „w tym czasie unicestwiliśmy Pana towarzyszy. Taki złożył Pan meldunek, a później kapitan Wullbrandt przyjechał do Sobiboru i wydał rozkaz egzekucji wszystkich Żydów w obozie. Czy zostawiliście kogoś przy życiu?" Szybko i bardzo obronnie ripostował, że to nie on, tylko SS-Gntppenführer Sporrenberg wydał rozkaz o egzekucji.

Miałem więcej pytań technicznych. Wielu uciekinierów nie zdając sobie z tego sprawy, błądząc w lesie, znalazło się w pobliżu obozu. Chciałem wiedzieć ilu z nich złapano. Twarz Frenzla ożywiła się. Zyskał kolejną sposobność wykazania się wiedzą. „Tak, około 45, co razem ze 150 Żydami, którzy pozostali w obozie dawało 195 osób. Potem musiałem zatrzymać operację przeszukiwania obozu. Około 70 zostało zabitych w czasie powstania i na polach minowych otaczających obóz. Potem, po namyśle, odwracając wzrok dodał rzeczowym tonem: „Cieszę się z każdego Żyda, który przeżył." Nie skomentowałem tej ironii. Zmieniłem temat.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  156 182  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Maria Ciesielska, z zawodu lekarz, z zamiłowania badacz, poszukiwacz i szperacz. Czasami tłumacz. Kontakt: maryludek@wp.pl

O moim bloogu

Bloog o zacięciu poznawczym.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 156182

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl