Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 707 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Świadectwo byłej więźniarki Anny Jelinowskiej - KL Koenigsberg in Neumark.

wtorek, 10 maja 2011 11:32

 

Rękopis Anny Jelinowskiej, (nie datowany),  sporządzony w 2011 roku w Puławach znajduje się w prywatnym archiwum dr Marii Ciesielskiej.

    „Po upadku Powstania Warszawskiego na Żoliborzu (30.09) i przejściu przez obóz w Pruszkowie, znalazłam się w transporcie ludności cywilnej, który w ciągu tygodnia przewożony był pociągiem przez Pomorze, Brandenburgię i Meklemburgię aż do Hamburga. Tu oddzielono mężczyzn, których osadzono w obozie koncentracyjnym Neuengamme, natomiast kobiety przewieziono do obozu w Ravensbrück. Mój pobyt w Ravensbrück trwał tylko 10 dni (od 9.10 do 19.10), po czym zostałam włączona do transportu więźniarek skierowanych do obozu filialnego w miejscowości Kőnigsberg In Neumark (nie mylić z Królewcem!), obecnie miejscowość Chojna, miedzy Szczecinem a Gorzowem. Obóz zakładany był na terenie dawnego letniego obozu Hitlerjugend, w sąsiedztwie koszar. Zostałyśmy umieszczone w drewnianych barakach. W obozie znajdowało się około 1000 więźniarek różnych narodowości. Zasadniczo były zatrudnione przy rozbudowie lotniska: dawne lotnisko sportowe Hitlerjugend było przebudowywane na lotnisko wojskowe. Organizowanie obozu zostało ukończone z końcem października. Znajdowały się w nim: kuchnia, szwalnia (bielizna dla żołnierzy) oraz – służba sanitarna, na którą składały się 3 osoby: pełniąca funkcję lekarza studentka V roku medycyny z Poznania – Wiesława Żurkowska oraz 2 pielęgniarki – Rosjanka Tania i Polka z Francji – Berta. Nazwisk pielęgniarek nie znam. W części jednego baraku znajdował się tzw. rewir, pełniący funkcję prowizorycznego szpitala. W tym szpitalu znalazłam się w połowie grudnia z powodu flegmony (ropowica). Możliwości leczenia były bardzo ograniczone: brak leków, narzędzi, wyposażenia. Personel starał się nadrabiać te braki własną pomysłowością i jedynymi dostępnymi zabiegami jak masaże, okłady z gorącej wody, a przede wszystkim – niezmiernie serdecznym stosunkiem do pacjentek. Celowała w tym szczególnie Rosjanka Tania.

   W drugiej połowie stycznia wyraźnie zauważalne było zbliżanie się frontu: odgłosy kanonady, przemieszczanie się wojska. 3o stycznia w obozie zjawił się zmotoryzowany oddział SS i rozkazał natychmiastową ewakuację: więźniarki ustawiono w kolumny do wymarszu pieszo. SS-mani zjawili się również przed wejściem do braku, w którym znajdował się rewir, żądając natychmiastowego wyjścia pacjentek i personelu. W drzwiach stanęła dr Żurkowska i stanowczym tonem oświadczyła po niemiecku, że chorych nie można ewakuować, co rozwścieczyło SS-manów, ale wobec jej oświadczenia, że wejdą do baraku dopiero wtedy gdy ją zastrzelą, wyraźnie zaczęli się wahać, a ponieważ jednocześnie dojechał na motocyklu goniec, który przynaglał aby przyspieszyć wymarsz, więc odstąpili od ewakuacji szpitala. Podpalili nasz barak i odjechali. Wyszłyśmy z płonącego budynku przy pomocy personelu, który pozostał z nami i kilku zdrowych więźniarek, które schroniły się w szpitalu przed ewakuacją. Po krótkim czasie nadjechał znów kolejny oddział SS, który ustawił karabin maszynowy i nas w półkole przed tym karabinem ale znów SS-mani otrzymali jakąś alarmującą wiadomość, zabrali karabin i odjechali. My- więźniarki pozostałyśmy pod opieką naszego personelu medycznego. Za 2 dni na teren obozu wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Żołnierze okazywali nam współczucie. Pani Żurkowska pertraktowała z dowództwem w sprawie ewakuacji, która nastąpiła po ok. 2 tyg. Ciężarowe samochody wojskowe jadące na wschód po zaopatrzenie, wiozły nas etapami do Polski, a z nami jechała p. Żurkowska. Jechałyśmy samochodami ciężarowymi pod plandekami z brezentu, a zima była ostra. Nabawiłam się zapalenia opłucnej, wobec czego p. Żurkowska umieściła mnie w szpitalu w Gnieźnie, zaopatrując w napisane własnoręcznie zaświadczenie o moim pobycie w obozie. Po przyjeździe do Warszawy zawiadomiła o moich losach Polski Czerwony Krzyż, dzięki czemu przed kilku laty uzyskałam wypłatę z Funduszu Polsko – Niemieckie Pojednanie.

   Później życie zaczęło płynąc tak szybko, że nie zdobyłam się na wysiłek aby odszukać p. Żurkowską i wyrazić jej moją ogromną wdzięczność i podziw za jej postawę.”


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Podobóz Chojna (Konigsberg in Neumark)

wtorek, 10 maja 2011 11:30

 

Artykuł Pana Tomasza Zgody ukazał się w :

„Gazeta Chojeńska” numer 12 z dnia 22.03.2011

http://www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=11-12&temat=5

 pt. Obóz koncentracyjny dla kobiet w Königsbergu

"Na uboczu chojeńskiego lotniska, tuż przy drodze do miasteczka, znajduje się niewielka, mocno zalesiona dolinka. Jedynie wspomnienia więzionych tam osób i najstarszych, żyjących jeszcze mieszkańców Chojny przekazują wiedzę o wydarzeniach, które miały tam miejsce ponad 65 lat temu. W 1944 r. została tam założony obóz filialny obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück. Stał się on miejscem cierpienia kilkuset kobiet z całej Europy. Wiele z nich nigdy stąd nie powróciło.

 

Powstanie obozu nierozerwalnie wiąże się z rozwojem lotniska. Przyjęcie na lotnisko w Chojnie (ówczesnym Königsbergu in der Neumark - red.) jednostek broniących nieba nad Berlinem, Szczecinem czy Policami skutkowało koniecznością jego rozbudowy. Z braku innej siły roboczej do pracy skierowano robotników przymusowych oraz więźniarki utworzonego w tym celu obozu.
Nie jest znana dokładna data otwarcia obozu, ale z pewnością funkcjonował on już w październiku 1944 r. Znajdowało się w nim ok. 500 Polek, 250 Francuzek, 50 Rosjanek oraz nieliczne przedstawicielki innych narodów. Polki zostały tu skierowane z Warszawy po upadku powstania. Francuzki przeniesiono z obozu w Torgau z powodu odmowy pracy i sabotażu. Natomiast Rosjanki miały znajdować się w obozie już w chwili przybycia innych kobiet. Podsumowując, liczba więźniarek oscylowała wokół 400-1000, jednakże podlegała stałym zmianom. Na terenie obozu prawdopodobnie byli osadzeni wcześniej jeńcy wojenni z Polski bądź Czech.

Niestety, do dziś nie można określić jednoznacznej lokalizacji obozu. W oparciu o wspomnienia więźniarek oraz plany obozu i lotniska można przypuszczać, że mógł on znajdować się w zagłębieniu terenu, obecnie zadrzewionym, między ul. Narciarską i ul. gen. Wł. Sikorskiego. Jednakże ze względu na charakter zabudowy i późniejsze użytkowanie lotniska przez wojska radzieckie, w celu jednoznacznego określenia miejsca umieszczenia obozu konieczne jest przeprowadzenie badań terenowych.
Według wspomnień więźniarek, w skład obozu wchodziło ok. 10 drewnianych baraków i barak szpitalny. Przez środek biegła nieutwardzona droga. Naprzeciw baraku szpitalnego był plac apelowy. Cały obóz otoczony był podwójnym drutem kolczastym, z których jeden był pod napięciem. Z tyłu stały lampy. Przed obozem znajdowały się zabudowania straży. Nieznany jest los tych zabudowań po wojnie.
Załoga rekrutowała się głównie z SS. W jej skład wchodzili żołnierze pilnujący kobiet na zewnątrz i nadzorczynie, których zadaniem było utrzymanie porządku wewnątrz. Obok członków SS, funkcje te pełnili także żołnierze oraz kobiety należące do Luftwaffe.
Dzień pracy rozpoczynał się pobudką o godz. 4. Wydawano kawę i następował apel. Trwał on do 5, gdy wraz ze świtem kobiety kierowano do pracy. Pracowały one przy plantowaniu lotniska, budowie dróg w okolicznych lasach i przy robotach wewnątrz obozu. Najbardziej pożądana była praca w obozie, bo umożliwiała zorganizowanie dodatkowej żywności z kuchni i przebywanie w ogrzewanych pomieszczeniach. Natomiast najcięższy był przydział do grupy budującej lotnisko, ze względu na przenikliwy, zimny wiatr na płaskowyżu i konieczność odbywania długiego marszu. Część więźniarek preferowała pracę przy wyrębie drzew w lesie, bo nie były przy niej wystawione na przenikliwy wiatr i mogły pracować w grupach.
Po pracy kobiety maszerowały w ciemności do obozu. Na miejscu był kolejny apel, po którym kobiety udawały się do baraków. Pracę wykonywano od poniedziałku do soboty wieczorem.

Warunki, w który przebywały więźniarki były zatrważające. Kobiety spały w nieogrzewanych barakach, w których jedynym źródłem ciepła był niewielki piecyk, ogrzewany drewnem. Otrzymywały jedynie trzy skąpe posiłki dziennie. Równie źle jak wyżywienie wyglądała kwestia ubioru. Z licznych wspomnień wyłania się obraz wychudzonych kobiet, ubranych w najróżniejsze ubrania cywilne oraz drewniane obuwie.
Zimno, potęgowane przez przebywanie w źle ogrzewanych barakach i pracę na płycie lotniska, niedożywienie i ciężka praca stanowiły główne przyczyny wysokiej śmiertelności. Pomimo funkcjonowania szpitala, jednocześnie mogła być leczona jedynie niewielka liczba chorych. Kobiety, które nie były w stanie pracować, kierowano do pracy wewnątrz obozu albo wywożono do obozu głównego w Ravensbrück. Zmarłe grzebano w pobliżu obozu.

Przebywanie w zatłoczonych barakach oraz opisane wyżej warunki wywoływały niesnaski między więźniarkami. Z pewnością umiejętne obsadzanie stanowisk więźniów funkcyjnych przez Niemców i granie na animozjach między przedstawicielkami wielu narodów, ułatwiało zarządzanie obozem.
Wydarzenia dotyczące życia kulturalnego i religijnego kobiet nie pozostawiły znaczących śladów we wspomnieniach. Okres Bożego Narodzenia, na który przyznano trzy dni wolnego od pracy, kobiety spędzały na wspominaniu życia poza drutami i opowiadaniach o swoich rodzinach. Podobnie trzy dni odpoczynku zostały zarządzone z okazji Nowego Roku. Upłynął on pod znakiem nerwowego oczekiwania na nadciągające oddziały radzieckie. Spodziewające się rychłego wyzwolenia kobiety życzyły sobie szybkiego powrotu do domu i końca wojny.
W nocy 31 stycznia 1945 r. w pośpiechu wycofały się ostatnie oddziały żołnierzy Luftwaffe z pobliskiego lotniska, wysadzając część obiektów. Tego samego dnia, po ucieczce straży obozowej, kobiety przejściowo odzyskały wolność. W poszukiwaniu żywności, ubrań i drewna przeszukiwały zabudowania lotniska. Jednakże już 2-3 lutego w rejon Chojny dotarły zorganizowane oddziały niemieckie, a wraz z nimi straż obozowa. Zebrała ona zdolne do poruszania się kobiety do marszu w kierunku macierzystego obozu w Ravensbrück. Liczba wysłanych kobiet nie może być dokładnie ustalona. Część zdołała uniknąć losu swych towarzyszek. Ukrywając się w zabudowaniach lotniska i w obozowym rewirze, uchroniły się przed marszem śmierci.

Obóz został wyzwolony przez wojska radzieckie 5 lutego 1945 r. Ocalałe kobiety (w liczbie ok. 138) otrzymały opiekę lekarską i zostały wywiezione ze strefy przyfrontowej przez oddziały radzieckie. "
                                                                                                                           Tomasz Zgoda

Pełna wersja artykułu wraz z bibliografią ukazała się w II tomie „Rocznika Chojeńskiego” (do nabycia w bibliotece w Chojnie). Autor prosi o kontakt osoby dysponujące informacjami o obozie lub o wydarzeniach 1945 r. w okolicy Chojny. Tel. 600 315 353, email: tomasz_zgoda@o2.pl


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Maria Wiktoria Werkenthin

sobota, 07 maja 2011 21:20

Wiktoria Maria Werkenthin urodziła się 21.02.1901 roku w Kordelówce koło Winnicy (Podole). Była trzecim dzieckiem małżeństwa Alojzy z Kimensów Werkenthin i Ottona Werkenthina[1]. Maria została ochrzczona 08.05.1901 roku przez kapłana kościoła anglikańskiego Artura J. Stevensa, w Odessie. Podobnie jak jej siostra Krystyna, a później także Anna, jako pierwsze imię nadano jej imię umiłowanej przez matkę królowej angielskiej Wiktorii[2]. Rodzina Werkenthinów przeniosła się w 1909 roku do Kijowa, gdzie Wiktoria Maria rozpoczęła naukę w Gimnazjum Św. Katarzyny dla dziewcząt parafii ewangelicko – augsburskiej. Po zamknięciu placówki naukę kontynuowała w Gimnazjum Aleksandry Duczyńskiej gdzie w 1918 roku otrzymała maturę. Wstąpiła początkowo na Wydział Budowniczy Politechniki w Kijowie, jesienią 1919 roku została przyjęta do Kijowskiego Żeńskiego Instytutu Medycznego, który w 1920 został połączony z Wydziałem Lekarskim Uniwersytetu Św. Włodzimierza w Kijowie. W lipcu 1921 roku, wraz z rodzicami i rodzeństwem nielegalnie przekraczając granicę, przyjechała do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Koszykowej 49. Immatrykulowana 16.12.1921 roku na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, została przyjęta  na 5 semestr studiów lekarskich. Z uwagi na trudności finansowe rodziców pracowała w trakcie nauki jako laborantka w pracowni analitycznej Centralnej Poradni Przeciwgruźliczej Warszawskiego Towarzystwa Przeciwgruźliczego. Dyplom doktora wszechnauk lekarskich uzyskała wiosną 1925 roku. Już w trakcie studiów rozpoczęła pracę jako wolontariuszka w I Klinice Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego prowadzonej przez prof. Antoniego Gluzińskiego. Staż specjalizacyjny pod kierunkiem dr Witolda Zawadowskiego odbyła w latach 1925-1927 w Pracowni Radiologii Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie. Zdaniem profesora Witolda Zawadowskiego Maria miała szczególne predyspozycje aby kształcić się w wówczas jeszcze „młodej” specjalności jaką była radiologia. „Posiadała niesłychanie rozwinięty zmysł obserwacyjny i świetną pamięć wzrokową; miała łatwość adaptacji wzroku do ciemności, szybką i dokładną orientację przestrzenną, wręcz zdolność widzenia stereoskopowego; szybko i trafnie chwytała szczegóły widzianego obrazu i właściwie je oceniała.”[3]

   Od 1927 roku pracowała jako lekarz radiolog w Przychodni Przeciwgruźliczej na ulicy Miodowej. W 1929 roku została kierownikiem Pracowni Radiologicznej Szpitala Wolskiego[4]. Pomimo przestarzałej aparatury oraz ciągłego braku personelu pomocniczego, a nawet przerw w dostawie prądu, prowadziła pracownię radiologiczna na najwyższym poziomie oraz  utworzyła własne archiwum radiologiczne[5]. W 1935 roku Szpital Wolski przeniesiono do nowego budynku przy ulicy Płockiej 26, gdzie warunki pracy i kształcenia były dogodniejsze.

   Dr Werkenthin rozszerzyła zakres badań wprowadzając w 1931 roku bronchografię jako rutynową metodę diagnostyczną oraz tomografie liniową.[6] Była także inicjatorką tzw. „kominków radiologicznych” – spotkań lekarzy pracujących w klinikach z diagnostami – radiologami. Uważała, że droga do trafnej diagnozy prowadzi od „łóżka chorego” przez zakłady diagnostyczne do konsylium lekarskiego, a jeśli zachodzi taka potrzeba to dalej - do stołu sekcyjnego. Sama wielokrotnie uczestniczyła w oględzinach pośmiertnych zmarłych pacjentów i badaniach histopatologicznych pobranych tkanek aby lepiej zrozumieć istotę choroby i jej związek z obrazowaniem radiologicznym. „Utarł się w Szpitalu Wolskim zwyczaj, że każdy oddział miał swoje ustalone dni i godziny prześwietleń radiologicznych. W oznaczonym terminie zjawiali się wszyscy asystenci z ordynatorem na czele, aby brać udział w konsultacjach radiologicznych. Korzyści z tych wspólnych konsultacji były ogromne, gdyż każdy choćby najmniej zaawansowany został pomimo swej woli wciągany w zakres teoretycznych i praktycznych podstaw rentgenologii. Przez stałe pytania w czasie pracy zmuszała dr Werkenthin najmniej bystrych i spostrzegawczych do napięcia uwagi i zainteresowania się chorym"[7].

   Była także od 13 grudnia 1931 roku kierownikiem Gabinetu Radiologicznego w Stacji Odmy Sztucznej przy Miodowej 23, kierowanej przez dr Wandę Stankiewicz – Trybowską. Zdolności organizacyjne dr Werkenthin sprawiły, ze udało się wyposażyć tę placówkę w nowoczesną aparaturę diagnostyczną. Pracownia radiologiczna zyskała uznanie i była prezentowana podczas V Ogólnopolskiego Zjazdu Przeciwgruźliczego w Warszawie ,w 1934 roku.[8]

   Wspólnie z doc. Zawadowskim utworzyła i prowadziła od 1934 roku prywatny gabinet radiologiczny przy ulicy Poznańskiej 17/2 w Warszawie.

   Działała w towarzystwach naukowych, była członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Badań Naukowych nad Gruźlicą oraz zastępcą prezesa Warszawskiego Koła Radiologów. Była także członkiem Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. Od 1929 roku pełniła funkcję sekretarza redakcji Polskiego Przeglądu Radiologicznego. Szkoliła lekarzy ftyzjatrów i radiologów, publikowała prace naukowe (min. w „Polskim Przeglądzie Radiologicznym”, „Gruźlicy”, „Medycynie”) oraz przygotowała rozdział w podręczniku dotyczącym radiodiagnostyki chorób płuc jak i własną publikację na ten temat [9]. Wygłaszała referaty na kongresach i zjazdach międzynarodowych min. w Paryżu (1931 r.), Sztokholmie i Zurychu (1934 r.), Chicago (1937 r.). Odbywała staże szkoleniowe u zagranicznych klinikach min. w Wiedniu u profesora G. Holzknechta (1926 r.) oraz w Londynie i Berlinie[10]. Mówiła biegle w czterech językach obcych – rosyjskim, niemieckim, angielskim i francuskim.

   Pomimo natłoku zajęć i obowiązków dr Maria Werkenthin znajdowała czas na spotkania towarzyskie, rozrywkę, podróże. Bardzo lubiła i świetnie jeździła na nartach. Była od 1938 roku właścicielką Fiata 508, którym odbywała podróże krajoznawcze po Polsce. Wyjeżdżała także za granicę min. do Libii (w 1938 roku).

   We wrześniu 1939 Szpital Wolski znalazł się na linii działań wojennych. Dr Werkenthin przeniosła się do szpitala na stałe, gdzie wykonywała niezbędne w tym czasie dla ratowania rannych zdjęcia rentgenowskie. Później, gdy stało się to niemożliwe z uwagi na brak prądu, podawała znieczulenie, asystowała do zabiegów ale także zajmowała się organizacją zaopatrzenia dla chorych. Zorganizowała wyprawę do Składnicy Sanitarnej przy ulicy Powązkowskiej celem zdobycia materiałów opatrunkowych.

   Już w pierwszych miesiącach okupacji utworzyła na terenie szpitala sklepik koleżeński z artykułami pierwszej potrzeby. Osobiście troszczyła się o zaopatrzenie oraz nierzadko sama sprzedawała w nim towary oraz udzielała kredytów najbardziej potrzebującym. W ten sposób rozdała wszystkie swoje oszczędności.

   W 1940 roku zorganizowała pracownię radioterapii dla chorych z nowotworami  płuc i pomimo zakazu władz okupacyjnych prowadziła wykłady i ćwiczenia w ramach tajnego nauczania, które zostały zapamiętane jako „jasne, precyzyjne, bogato ilustrowane w zdjęcia z własnego archiwum”[11].

   Pracownicy Szpitala Wolskiego brali udział w ratowaniu rannych żołnierzy Armii Krajowej, ukrywaniu „spalonych” konspiratorów oraz pomagali w organizacji tajnych odpraw Okręgu Warszawskiego, inspektorów i Delegatury Rządu[12]. Także dr Werkenthin uczestniczyła w działaniach ruchu oporu stawiając fałszywe rozpoznania radiologiczne więźniom Pawiaka i uzyskując tym samym zwolnienie lub przewiezienie więźnia do szpitala miejskiego.

   Kierowała ponadto akcją pomocy żydowskim lekarzom i ich rodzinom organizując dla nich schronienie po stronie aryjskiej. Pod jej opieką przebywało nierzadko w szpitalu kilkunastu Żydów.[13] Organizowała pomoc lekarską dla getta. Była także współpracownikiem Komitetu Porozumiewawczego Lekarzy Demokratów i Socjalistów[14].

   Nigdy nie zgodziła się podpisać Volkslisty. Prof. Janina Misiewicz była świadkiem rozmowy dr Werkenthin z lekarzem urzędowym dr Hagenem[15]:

- „Pani ojciec pochodził z Niemiec, czy tak?”

- „Lecz moja matka jest Angielką”

- „A pani sama?”

- „A ja jestem Polką”[16].

   Została aresztowana w dniu 09.09.1943 podczas składania wiązanki kwiatów na znajdującym się w lesie grobie, zamordowanego przez Niemców podchorążego Andrzeja Zawadowskiego[17]. Dostrzeżona przez przejeżdżający patrol żandarmerii niemieckiej, została aresztowana i przewieziona do więzienia w Łowiczu a potem na Pawiak. Podczas transportu z Pawiaka do Oświęcimia relacjonowała to zdarzenie dr Alinie Przerwie –Tetmajer: „Wpadłam przez taki drobiazg. Nigdy nie doszliby, że mam coś wspólnego z wieńcem na grobie zamordowanych. Władam niemieckim i doskonale wszystko przeinaczyłam. Cóż, kiedy w plecaku znaleźli resztki sznurka, drutu i kwiatków”[18]. Próbowano ją bezskutecznie wykupić.

   W obozie koncentracyjnym KL Auschwitz – Birkenau została zarejestrowana jako Wiktoria Werkenthin  i otrzymała numer obozowy 64514. Podczas pobytu w bloku kwarantanny zgłosiła się do pracy w ambulatorium „szpitala obozowego” jednakże zataiła swoją specjalność. Lekarze SS poszukiwali w szczególności radiologów co miało związek z prowadzonymi w obozie doświadczeniami sterylizacyjnymi za pomocą promieni rentgena. Obiecywano szczególnie dobre warunki pracy w zamian za współpracę. „Maria już przedtem słyszała o pseudomedycznych doświadczeniach z naświetlaniem promieniami Rtg. Zdecydowała się nie tylko nie ujawniać swojej specjalności, ale nawet gdyby to wynikło z akt, odmówić współpracy choćby za cenę życia”[19] Praca w ambulatorium polegała na wykonywaniu drobnych zabiegów chirurgicznych za pomocą prymitywnych narzędzi, przy ciągłym niedostatku leków, wody i środków opatrunkowych. Odbywał się tam także codzienny przegląd więźniarek starających się o przyjęcie „na rewir” szpitalny. „Praca nasza polegała na przedstawianiu lekarzowi SS setek (czasem do 300) więźniarek, które zasłabły w trakcie pracy w „aussen Kommando” – poza lagrem, i zakwalifikowaniu ich na rewir (szpital obozowy) lub wykryciu „bumelantów”, wykonywaniu opatrunków i podaniu leków w przypadkach lżejszych. (…) Maria była wspaniała. Przedstawione przez nią przypadki z reguły były uznawane za nadające się do szpitala. Dziesiątki więźniarek zamiast iść do ciężkich robót ze staniem po pas w zimnej Sole znajdowały kilkudniowe wytchnienie”[20]  Dzieliła się ze współwięźniarkami zawartością otrzymywanych paczek, roznosiła leki chorym, które nie zdołały dostać się do obozowego „szpitala”. Tragiczne warunki sanitarne oraz głód sprawiały, że i ona zaraziła się tyfusem plamistym. Dzięki wcześniejszemu szczepieniu szczepionką Weigla dr Werkenthin przeszła chorobę stosunkowo  łagodnie, jednakże pojawiły się powikłania neurologiczne - „była przygnębiona, przeżywała silny lęk, prawdopodobnie halucynowała. (…) nosiła się z zamiarem samobójstwa, mówiła o tym w gorączce”[21]. Koleżanki opiekowały się nią i by zapobiec tragedii umieściły ją i stale pilnowały w „sztubie” pisarki blokowej bloku 24 Haliny Skoniecznej[22]. Podczas wieczornego obchodu, korzystając z chwilowej nieuwagi koleżanek, Maria wybiegła z bloku w kierunku rowu i ogrodzenia obozowego. Pomimo natychmiastowej reakcji dr Aliny Przerwy – Tetmajer, która krzyczała aby nie strzelano -  strażnik pełniący służbę na wieżyczce obserwacyjnej oddał kilka celnych strzałów. Dr Werkenthin została trafiona w klatkę piersiową. Zdążyła jeszcze dobiec do ogrodzenia i chwycić za nie[23].

   W uznaniu zasług za wkład w wojnę obronną 1939 roku została odznaczona przez wysłannika Prezydenta Starzyńskiego Krzyżem Walecznych. Pośmiertnie, w dniu 17.12.1947, została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

   Symboliczny grób dr Werkenthin znajduje się na Cmentarzu Ewangelicko – Augsburskim przy ulicy Młynarskiej w Warszawie.

                                            Opracowała dr Maria Ciesielska

 

 

 

 

 

Źródła:

  1. 1.      Maria Janina Niżnikowska – Marks „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.243 - 253
  2. 2.      Alina Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem wydawnictwa „Czytelnik”, s.250-254
  3. 3.      J. Misiewicz „W Szpitalu Wolskim podczas Powstania.” w „Okupacja i medycyna” – „Przegląd Lekarski – Oświęcim”, 1971, s. 250
  4. 4.      J. Misiewicz „Dr Maria Werkenthin.” Pol. Tyg. Lek, 1946, 1, 24, 745 – 748
  5. 5.      J. Misiewicz „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Gruźlica, 1947, 15, 1, 7 – 11.
  6. 6.      W. Zawadowski „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Pol. Przegl. Radiol.,1950, 15, 1- 4,3 – 11
  7. 7.      K. Królikowski „Kijów Marii Werkenthin” – Muzeum Powstania Warszawskiego, 2011.
  8. 8.      J. Kowalczykowa „Dr Maria Werkenthin.” w: „Sylwetki niektórych zmarłych polskich lekarzy i pracowników służby zdrowia zasłużonych w niesieniu pomocy więźniom Oświęcimia.”  Przegląd Lekarski – Oświęcim, 1961, nr 1a s.82 – 83.
  9. 9.      Spis zmarłych Polek APMA-B Mat Ro t.10

10.  J. Komenda „Lager Brzezinka” Warszawa 1986 nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, s.80

11.  L. Wanat „Za murami Pawiaka” 1985 nakładem wydawnictwa „Książka i Wiedza”, s.111 – 115

12.  K. Oniszh „Dr Maria Wiktoria Werkenthin - wspomnienie w 65 rocznicę śmierci.” Pnemonol. Alergol. Pol. 2009; 77: 565 – 568

13.  T. M. Zielonka „Pamięć o dr Werkenthin.” Pnemonol. Alergol. Pol. 2009; 77: 569 - 570

14.  W. S. Trybowski „Dr Wiktoria Maria Werkenthin (1901 – 1944).” Album Radiologów Polskich.

15.  Z. Kossak „Z otchłani.” Warszawa 2004, 2009 nakładem wydawnictwa „Książka i Wiedza” s. 15, 208, 218

16.  Oświadczenie byłej więźniarki Haliny Włodarskiej (nr obozowy 37625) APMA-B Oświadczenia t.104, s.7

17.  H. Witaszek „Z rewiru kobiecego Brzezinki w latach 1943 1945” Przegląd Lekarski – Oświęcim, 1986, nr 1, s.172.

 



[1]Otton Werkenthin (1864 – 1925) był synem inż. Ernesta Filipa Werkenthin, który przybył z Drezna do Polski i objął stanowisko dyrektora Gazowni Warszawskiej. Poślubił Krystynę Trau - ewangeliczkę, pochodzącą z Niemiec.   Alojza Maria Kimens była córką Ryszarda Edwarda Kimensa, pochodzącego  z Anglii pioniera przemysłu cukrowniczego na ziemiach polskich. Alojza Werkenthin wychowywała dzieci w religii anglikańskiej. Zmarła wkrótce po wojnie w Szpitalu Wolskim.

[2] Starsza siostra Wiktoria  Krystyna, pracownik naukowy Instytutu Cukrownictwa w Warszawie, zginęła w trakcie Powstania Warszawskiego pod gruzami domu przy ulicy Wspólnej 15 (1898 – 1944). Młodsza siostra Wiktoria Anna, lekarz, chorowała na gruźlicę i  zmarła przed wybuchem wojny (1903 – 1926). Najstarszy brat – Konrad został prawdopodobnie zamordowany przez Niemców w Szpitalu Psychiatrycznym. (Ustalono na podstawie relacji Witolda Stefana Trybowskiego, syna chrzestnego dr Werkenthin).

[3] Witold Zawadowski „Dr Maria Werkenthin (1901-1944) w Pol. Przegl. Radiol.,1950, 15,1-4,3-11

[4] Szpital Wolski zajmował początkowo gmach Fundacji Staszica i liczył 200 łóżek szpitalnych. Oddziały chorób wewnętrznych prowadzili wówczas wybitni profesorowie Kazimierz Dąbrowski i Anastazy Landau.

[5] W 1937 roku, w trakcie pobytu na kongresie w Chicago, jeden z autorów zagranicznych prosił dr Werkenthin o użyczenie  radiogramów do przygotowywanego przez siebie podręcznika radiodiagnostyki płuc. Zebrane i opatrzone komentarzami dr Werkenthin radiogramy przetrwały wojnę.

[6] J. Misiewicz „Dr Maria Werkenthin (1901 – 1944)” w: „Gruźlica” 1947, 15,1,7 - 11

[7] Z. Woźniewski „Historia Szpitala Wolskiego w Warszawie 1877 – 1944.” Warszawa 1991,wydanie I w formie reprintu, s.36

[8] M. Skokowska – Rudolf: ”Pamiętnik V Ogólnopolskiego Zjazdu Przeciwgruźliczego” Polski Związek Przeciwgruźliczy, Warszawa, 1934, 350-351

[9] Niestety oryginalne rękopisy spłonęły podczas Powstania Warszawskiego.

[10] Prof. G. Holzknecht, wybitny radiolog o międzynarodowej sławie uważał dr Werkenthin za najzdolniejszego lekarza z jakim pracował.

[11] M. Gepner – Woźniewska „Tajne nauczanie medycyny w Szpitalu Wolskim w czasie okupacji 1939 – 1944.” w „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.39 – 52.

 

[12] W jednej z narad Delegatury Rządu, która odbyła się w gabinecie dr Werkenthin, brała ona osobisty udział.

[13] J. Lubicz – Chojnowski „Działalność konspiracyjna w Szpitalu Wolskim.” w „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.34 – 35.

[14] W. Bartoszewski, Z. Lewinówna ”Ten jest z Ojczyzny mojej” Warszawa 2007, nakładem wydawnictwa „Świat Książki” s.130

[15] Dr Wilhelm Hagen, po wojnie profesor medycyny, była lekarzem urzędowym Warszawy (Amtsarzt). Jakkolwiek zgadzał się na eksploatację ludności polskiej w przemysle wojennym III Rzeszy to równocześnie starał się zwalczać epidemie, bronił dzieci Zamojszczyzny oraz pisał protestacyjne memoriały, co spowodowało wysłanie go 28.02.1943 r. na front wschodni.

[16] J. Misiewicz ; „Dr Maria Werkenthin”  w: Pol. Tyg. Lek., 1946,1,24,745-748

[17] Podharcmistrz i podchorąży AK Andrzej Zawadowski, PS. „Gruby” był dowódcą plutonu „Sad”. Został zastrzelony podczas akcji wysadzania mostu kolejowego pod Czarnocinem w dniu 06.06.1943r wraz z kolegą F. Pendelskim.  Andrzej Zawadowski był synem prof. W. Zawadowskiego.

[18] A. Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem Czytelnika, s.251

[19] Ibidem s.251

[20] ibidem s.252

[21] Z. Ryn i S. Kłodziński: ”Z problematyki samobójstw w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.”  Przegląd Lekarski – Oświęcim, Nr 1, 1976 s.29

[22] „Sztuba” – wydzielone, niewielkie pomieszczenie, tu przeznaczone dla więźniarki „funkcyjnej” sporządzającej dzienne raporty dotyczące stanu osobowego bloku.

[23] Alina Przerwa – Tetmajer „Wspomnienie o dr Marii Werkenthin.” w:  „Szpital Dobrej Woli” Warszawa 1990, nakładem wydawnictwa „Czytelnik”, s.253.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  161 295  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Maria Ciesielska, z zawodu lekarz, z zamiłowania badacz, poszukiwacz i szperacz. Czasami tłumacz. Kontakt: maryludek@wp.pl

O moim bloogu

Bloog o zacięciu poznawczym.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 161295

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl